Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty

153. "Coś tu nie gra" Joanna Szarańska

Coś innego - to sformułowanie towarzyszy mi nieodłącznie od kiedy podjęłam się prowadzenia bloga czytelniczego. Uwielbiam czytać, przeczytam każdą książkę, jaka wpadnie mi w ręce, ale nie o każdej mogę napisać, że to coś innego. Takie właśnie są książki Joanny Szarańskiej - nieprzewidywalne, nieszablonowe, zaskakujące i przede wszystkim - zabawne - tak prawdziwie zabawne! Nie śmiejemy się na siłę ze sztucznych dowcipów, ale wybuchamy głośnym, niekontrolowanym śmiechem. Zaraziłam już czytaniem Szarańskiej całą moją rodzinę i znajomych, a teraz (po raz kolejny) chciałabym namówić Was do sięgnięcia po książki tej wspaniałej autorki.


59. "Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" Aneta Jadowska

Pierwszy raz w życiu wzięłam udział w akcji zwanej booktour, dzięki której trafiła do mnie książka Anety Jadowskiej "Trup na plaży". Już od bardzo dawna miałam ochotę przeczytać tę powieść, ponieważ reklamowana jest jako rozrywkowy kryminał w stylu Joanny Chmielewskiej, a ta - co tu dużo mówić, jest od wielu lat moim absolutnym numerem jeden wśród najzabawniejszych autorek świata.  Czy Aneta Jadowska stanęła na wysokości zadania i stworzyła opowieść, przy której uśmiech nie będzie schodził z twarzy? O tym przeczytacie w poniższej recenzji.


13. "Lustereczko, powiedz przecie" Alek Rogoziński. Seria Róża Krull na tropie. Tom II

Po świąteczno - noworocznej przerwie, kiedy to postanowiłam poczytać coś innego niż kryminały, stwierdziłam, że czas najwyższy wracać, bo przecież za kilka dni premiera nowej książki Remigiusza Mroza! (na moim FP konkurs, w którym do wygrania "Nieodnaleziona")

Ale żeby od razu nie rzucać się na głęboką wodę, wybrałam pozycję lekką, zabawną i bardzo przyjemną. "Lustereczko, powiedz przecie" to drugim tom przygód roztrzepanej pisarki powieści kryminalnych, Róży Krull. Bohaterkę miałam okazję poznać podczas lektury pierwszego tomu, "Do trzech razy śmierć", i szczerze powiem - jest to nietuzinkowa postać. Jeśli Róża jest w pewnym sensie alter ego Alka Rogozińskiego, to oddaje nerkę za możliwość poznania go! :)

Szalona marzycielka, która często myli swoje wyobrażenia z rzeczywistością, nieustannie pakująca się w kłopoty, kompletnie oderwana od życia. Bardzo często zastanawiam się, jak ta kobieta żyłaby bez swoich wiernych przyjaciół, a jednocześnie współpracowników - menadżerki Betty i PR-owca Pepe. Ale do rzeczy!


Róża przeprowadziła się do nowego mieszkania, o którym zawsze marzyła. Mało tego, w prezencie dostała niesamowity widok z okna - w biurowcu na wprost jej okna pracuje nieziemsko przystojny mężczyzna, który staje się obiektem westchnień i obserwacji kobiety. Obserwacji dość szczegółowej, bowiem prowadzonej przez lornetkę! Autorka w myślach stworzyła już mnóstwo bardziej lub mniej prawdopodobnych scenariuszy dotyczących życia owego przystojniaka, kiedy to pewnego dnia, bezpośrednio na jej oczach, mężczyzna popełnia samobójstwo wyskakując z okna.

Zdążyłam poznać Różę na tyle, że byłam pewna, iż ta nie spocznie póki nie rozwiąże zagadki tajemniczej śmierci. Zapewne pomyślicie - dlaczego od razu tajemniczej śmierci? Przecież facet mógł zwyczajnie poczuć się zmęczony życiem i podjąć decyzję o jego zakończeniu. Jak się jednak okazuje, samobójca był uczestnikiem konkursu Mister Polonia, w którym był murowanym faworytem do wygranej. Dodatkowo kiedy z Różą kontaktuje się jego niedoszła dziewczyna i zarzeka się, że to niemożliwe, aby jej wybranek od tak targnął się na swoje życie, i że to więcej niż pewne, że było to morderstwo, autorka nie ma już żadnych złudzeń - musi dowiedzieć się wszystkiego na własną rękę. Wiadomo przecież, że policja nie poradzi sobie z tym śledztwem jak należy.

W ten właśnie sposób Róża w towarzystwie Rafała Maślaka (postaci autentycznej, jakże dobrze nam kobietom znanej :) trafia do ośrodkach wypoczynkowego, gdzie grupa kandydatów do tytułu Najprzystojniejszego Polaka Roku przygotowuje się do gali finałowej wyborów. Autorka postanawia poznać ich jak najlepiej i wyłonić spośród nich potencjalnego zabójcę, jest bowiem przekonana, że za śmierć przystojniaka odpowiada któryś z jego konkurentów.

"Lustereczko, powiedz przecie" to moim zdaniem najlepsza książka Alka Rogozińskiego (pomijając oczywiście "Pudełko z marzeniami", w którym jestem zakochana). Ogromny plus dla autora za to, że nie przeciągał rozwiązania zagadki, chociaż mógł. Miał ogromne pole do manewru, mógł bowiem w nieskończoność rozciągać wątki każdego z uczestników konkursu i rozpisywać się o nich na setkach stron. Powiem szczerze, że byłam nawet zaskoczona, że sprawa rozwiązała się tak szybko. Ale to jak mówię wielki plus, bo książka nie zdążyła mnie zmęczyć.

Drugi plus za poczucie humoru autora. O tym, że Alek Rogoziński pisze zabawne powieści wie każdy, kto interesuje się kryminałami, ale muszę o tym wspomnieć, bo po raz kolejny nie zawiódł w tej kwestii. Niekontrolowane wybuchy śmiechu to norma przy czytaniu jego książek, dlatego uważajcie, gdzie czytacie! :)

Byłam bardzo ciekawa, jak zakończy się sprawa samobójstwa, bo przecież Róża na własne oczy widziała mężczyznę wyskakującego z okna, ciężko więc było dyskutować z tym, że nie było to morderstwo. Do ostatniej strony z ciekawością obserwowałam prywatne śledztwo autorki i byłam pod wrażeniem, w jaki sposób Alek Rogoziński uknuł intrygę i pokierował losami bohaterów.

Minus? Dumam i dumam, i nic nie przychodzi mi do głowy. A na siłę wymyślać nie będę, bo skoro książka dobra, to po co się czepiać?

Polecam książkę każdemu, kto ma ochotę odpocząć od ciężkich i mocnych kryminałów, dobrze się przy tym bawiąc i relaksując, a także osobom, które jak ja, potrzebują lekkiego kopa do powrotu do kryminalnego świata. Sądzę jednak, że czytelnicy, którzy lubią kiedy trup ściele się gęsto, akcja trzyma w napięciu od początku do końca, a bohaterowie nawiedzają w koszmarach sennych, mogą być lekko zawiedzeni tą pozycją.

Nie umniejsza to w niczym książce, która jest świetnie napisana, i dzięki której Alek Rogoziński już na dobre zagościł w moim sercu. Z niecierpliwością oczekuję trzeciej części przygód Róży Krull, która pojawi się już 14 marca tego roku. "Kto zabił Kopciuszka?" jest już wpisane na moją listę must have! Kto jeszcze nie poznał Róży ma teraz czas na nadrobienie zaległości i wspólnie ze mną czekać w napięciu na kolejny tom.


"Lustereczko, powiedz przecie"
Seria Róża Krull na tropie, tom drugi
Liczba stron 336
Wydawnictwo Filia
Premiera 27.09.2017

12. "Nic dwa razy się nie zdarzy" Joanna Szarańska. Seria Kalina w malinach. Tom III

Relacja na gorąco po przeczytaniu trzeciego tomu przygód nieustannie pakującej się w kłopoty Kaliny Radeckiej "Nic dwa razy się nie zdarzy" autorstwa Joanny Szarańskiej.



I od razu na wstępie klops. Nic dwa razy się nie zdarzy? A jednak... Oto właśnie po raz drugi stajemy się świadkami klęski ślubnej, jaka spotyka Kalinę Radecką. Ukochany detektyw nie stawia się na ceremonii zaślubin w kościele. Nie ma go także w mieszkaniu, w pracy, w szafie, pod stołem, w parku, w lodówce (w zamrażalniku także nie!) słowem... przepadł jak kamień w wodę.

Tym razem kobieta nie popada w rozpacz, jak to uczyniła po niedoszłym zamążpójściu opisanym w pierwszym tomie przygód, ale zakasa rękawy i zabiera się do działania. Jest bowiem przekonana, że Marka z pewnością spotkało coś złego, inaczej nigdy nie porzuciłby jej przed ołtarzem. Wiedziona tym przekonaniem wyrusza na poszukiwania ukochanego. Udaje jej się wyciągnąć ze wspólnika detektywa gdzie mniej więcej mężczyzna pracował nad ostatnią sprawą. Przez wiele dni dzielnie przemierza wzdłuż i wszerz wskazany teren szukając choćby śladu po Marku. I kiedy już ma się poddać, niespodziewanie dostrzega go - mężczyznę swojego życia, u boku pięknej długonogiej blondynki. 

Tak oto rozpoczyna się ciąg niespodziewanych zdarzeń. Kalina trafia do domu pewnego krakowskiego gangstera, gdzie dostaje posadę zastępcy chwilowo nieobecnej kucharki. To właśnie w tym domu zamieszkuje aktualnie jej ukochany, który, jak się okazuje, na skutek pobicia stracił pamięć. Zdesperowana kobieta postanawia za wszelką cenę jak najdłużej pozostać w posiadłości gangstera i uczynić wszystko, aby Marek przypomniał sobie o ich wspólnym życiu i szczęśliwie wrócił wraz z ukochaną do domu. Okazuje się to jednak bardzo trudnym zadaniem. Detektyw unika jak może towarzystwa Kaliny, a za jej plecami namawia szefa do szybkiego pozbycia się kobiety. 

Wszystko wskazuje więc na to, że mężczyzna faktycznie stracił pamięć. Uwierzył w przedstawioną mu wersję, że przed pobiciem był członkiem konkurencyjnej mafii, dlatego teraz szef, zwany Bazylią, postanowił przyjąć go do pracy wykorzystując rzekomo posiadane przez detektywa doświadczenie. Mało tego, Marek i długonoga blondynka zwana Kicią wyraźnie mają się ku sobie, co jeszcze mocniej utwierdza Kalinę w przekonaniu, że musi ratować swojego biednego ukochanego, gdyż ten nie wie co czyni. 

Prócz postaci Kalina i Marka, a także ich wiernego psiego przyjaciela Młynka, nic więcej nie łączy tej części z dwoma poprzednimi tomami serii Kalina w malinach. Równie dobrze mogłaby to być osobna powieść, wprowadzająca nowych bohaterów. Ja jednak cieszę się, że tak się nie stało. Zdążyłam już zaprzyjaźnić się z szaloną Kaliną Radecką oraz jej narzeczonym na tyle, że gdyby nie powstał trzeci tom, czułabym lekki niedosyt. Zamiast tego odczuwam satysfakcję, ponieważ trylogia zakończyła się tak jak lubię, czyli nie klasycznym żyli długo i szczęśliwie, ale splotem zabawnych i zaskakujących zdarzeń. 

I choć części rozwikłania zagadki domyśliłam się już w trakcie czytania, zakończenie jednak zaskoczyło mnie i rozminęło się z moimi przewidywaniami. 

Jak zwykle muszę również wskazać mojego ulubionego bohatera. Tym razem jest to bezapelacyjnie gangster Bazylia, właściciel klubu nocnego. Pomyśleć można by było, że to zapewne typ spod ciemnej gwiazdy, z którym lepiej nie zadzierać. Pozory jednak lubią mylić i Bazylia jest przeuroczym facetem, który jak diabeł wody święconej boi się swojej kucharki, twardej i nieustępliwej pani Mieci. 

Generalnie książka na plus. Na początku miałam mocno mieszane uczucia, ale w trakcie polubiłam ją i bardzo przyjemnie spędziłam czas. Polecam!

A cała seria Kalina w malinach? Zaliczam ją do jednej z fajniejszych serii jaką ostatnio przeczytałam. Z pewnością nie pożałujecie czasu, który spędzicie wspólnie z szaloną Kalina Radecką!

10. "Kocha, lubi, szpieguje" Joanna Szarańska. Seria Kalina w malinach. Tom II.

Drugi tom przygód szalonej Kaliny Radeckiej nie zawiódł moich oczekiwań. Bardzo się cieszę, że autorka postanowiła napisać serię trzech książek, bo byłoby faktycznie żal gdyby zatrzymała się na jednym tomie.



Kalina Radecka, po burzliwych perypetiach opisanych w pierwszym tomie "I że Ci nie odpuszczę", zaczyna wieść spokojne i uporządkowane życie u boku Marka. Bardzo lubi pracę bibliotekarki, odkrywa w sobie pasję do tworzenia słodkich wypieków i nawet sytuacja z Jolką ułożyła się do tego stopnia, że Kalina została matką chrzestną córki przyjaciółki. Istna idylla.

Idylla, która zostaje przerwana nagłym zwolnieniem z pracy. Kobieta dowiaduje się, że z powodu zamknięcia biblioteki traci posadę. Pogrążona w rozpaczy pragnie znaleźć ukojenie w ramionach ukochanego detektywa. Ten jednak, jak się okazuje, ma pilne zlecenie i musi służbowo wyjechać na weekend. Kalina, aby pozbyć się złego samopoczucia, postanawia urządzić domowe spa, objadać się słodyczami, oglądać seriale i na krok nie wychodzić z domu. Zdążyliśmy jednak już na tyle poznać naszą bohaterkę, aby wiedzieć, że ciężko jej się nie wpakować w kłopoty. Tym razem jednak kłopoty same zapukały do jej drzwi. I pod tymi drzwiami zostawiły pakunek - małą Natalkę, córkę Jolki, wraz z niezbędnym niemowlakowi ekwipunkiem. Najlepsza przyjaciółka Kaliny postanowiła bowiem wyjechać na romantyczny weekend ze swoim nowym ukochanym, a maleńkie dziecko jak wiadomo mogłoby ten uroczy wyjazd nieco skomplikować. 

Kalina Radecka w obliczu nietypowej sytuacji nie załamuje rąk. Postanawia, że nikt ani nic nie może popsuć jej planów i czym prędzej pakuje Natalkę wraz z dobytkiem do samochodu i kieruje się wprost do Kamionek, gdzie Jolka wraz z ukochanym miała spędzać upojne chwile w dobrze znanym nam ośrodku spa, Kamienny Krąg. Na miejscu okazuje się jednak, że Jolka a i owszem, pojawiła się tam, jednak właścicielka z powodu bardzo dużego natłoku gości nie miała już wolnego pokoju dla zakochanej pary. 

Tak oto po raz kolejny stajemy się świadkami serii niefortunnych zdarzeń. Kalina za namową przyjaciół decyduje się zostać z Natalką w Kamionkach. Zupełnie przypadkowo, jak to zwykle w przypadku Kaliny bywa, zostaje oskarżona o zamordowanie wpływowego biznesmena, gościa Kamiennego Kręgu. Równie przypadkowo kobieta wchodzi w posiadanie uroczego psa o imieniu Młynek. Ale już nieprzypadkowo Kalina Radecka postanawia, we współpracy z miejscowym policjantem Karolem Broszko, którego poznaliśmy już w pierwszym tomie, poprowadzić śledztwo mające na celu wyjaśnienie tajemniczej śmierci i oczyszczenie swojego dobrego imienia. 

Jak napisałam we wstępie, książka mnie nie zawiodła. Zaczynając ją czytać poczułam lekki niepokój... Ale jak to jesteśmy w Krakowie, czemu już nie w Kamionkach? Nie spotkamy znów pani Elizy, Szparki, Nadziei, Starego Jana i jego konia Romeo? Ale jak to? Jakby czytając w moich myślach, autorka splotem wydarzeń przeniosła mnie w upragnione miejsce. Za to wielki plus.

Za co jeszcze ogromny plus? Za wątek dotyczący przygarnięcia przez Kalinę psa. Ponieważ jestem zakochana w psach, uważam, że każdy człowiek powinien mieć czworonożnego przyjaciela, a jeśli jeszcze pies ten zostaje przygarnięty z ulicy bądź ze schroniska - ogromny szacunek! Bardzo mnie cieszy, że autorka poruszyła ten trudny wątek, ludzie bowiem są niesamowicie bezmyślni jeśli chodzi o porzucanie zwierząt. Przecież to rozumne istoty, które tak jak i my, mają uczucia i tęsknią za swoimi właścicielkami. Kalino Radecka, dziękuję, że dałaś Młynkowi dom! :)

Co jeszcze bardzo mnie ubawiło? Czytając książkę cały czas miałam nieodparte wrażenie, że autorka tworząc postać Jolki wzorowała się na bohaterce serialu komediowego Niania, przyjaciółce Frani, właśnie Jolce. Kto serial oglądał, ten zapewne się ze mną zgodzi. Hmm, chyba muszę napisać wiadomość do pani Joanny w tej sprawie :)

Ale żeby nie było tak różowo, mam jedno małe ale do książki. Rozwiązanie sprawy śmierci biznesmena Maliny pozostawiło u mnie lekki niedosyt. Ja bym tam coś dołożyła, żeby było jeszcze ciekawiej. Jednak rozumiem, że autorka nie chciała się pastwić nad bohaterem. 

Nie wpływa to zatem na moją ostateczną ocenę książki. Uważam, że jest bardzo fajna, czyta się ją lekko i przyjemnie, nie jest rasowym kryminałem, więc nie można domagać się, że będzie trzymała w napięciu i będziemy obgryzać przy niej paznokci, ale jest dobra. Zabawna, przewrotna i ciepła opowieść. Lubię to! Z radością sięgam po trzeci tom, już niebawem jego recenzja. 

8. "I że Ci nie odpuszczę" Joanna Szarańska. Seria "Kalina w malinach". Tom I

Słowem wstępu wyjaśnię, dlaczego postanowiłam przeczytać akurat tę serię.
Otóż czytając przesympatyczną powieść Joanny Szarańskiej "Cztery płatki śniegu" poznałam Kalinę, szaloną panią detektyw. I kiedy dowiedziałam się, że bohaterce tej poświęcona jest cała seria książek, nie wahałam się ani chwili. Wiedziałam, że muszę je przeczytać. 
Tak oto jestem już po pierwszym tomie i pragnę podzielić się z Wami moimi wrażeniami.



Kalina Radecka wraz z przyjaciółkami świętuje zbliżający się wielkimi krokami koniec swojej panieńskiej wolności, już jutro ma bowiem stanąć na ślubnym kobiercu. Dla ukojenia nerwów przyszłej panny młodej kobiety delektują się winem, żartują i tworzą fikcyjne scenariusze rozwoju nadchodzącej uroczystości. Następnego dnia przekonujemy się, że żarty przestają być śmieszne kiedy stają się rzeczywistością. Okazuje się bowiem, że przyszły mąż - Patryk, zostanie niebawem tatą, a szczęśliwą mamusią jest jedna z najlepszych przyjaciółek Kaliny - Jolka.

Tak oto nasza bohaterka zmuszona jest uciec sprzed ołtarza. Upokorzona przed rodziną i znajomymi, oszukana przez dwie najbliższe osoby kobieta popada w rozpacz i zaszywa się w swoim świecie. 

Z marazmu wyrywa ją... awizo pocztowe. Kalina przekonana, że otrzymała właśnie spóźniony prezent ślubny, udaje się na pocztę. Kiedy okazuje się, że jest to tylko list, rzuca go w kąt i szybko o nim zapomina. Jednak kiedy w końcu decyduje się go otworzyć, okazuje się, że faktycznie - jest to prezent ślubny! Ciotka Patryka, która nie wiedziała, że do ceremonii ostatecznie nie doszło, postanowiła zafundować młodemu małżeństwu wypoczynek w SPA. 

Kalina za namową przyjaciółek postanawia skorzystać z oferty. Przecież należy jej się coś, co postawi ją na nogi po ciężkich przeżyciach. A ponieważ wszystko to przecież wina Patryka, dlatego też voucher porzucona kobieta postanawia potraktować jako jego zadośćuczynienie. 

I w ten właśnie sposób rozpoczyna się komedia omyłek - SPA w Kamionkach okazuje się podupadłym dworkiem, który dopiero ma się przekształcić w ośrodek wypoczynkowy, zaś nasza bohaterka zostaje omyłkowo wzięta za kogoś, kim nie jest. Do SPA zaczyna zjeżdżać coraz to więcej wczasowiczów, którzy nabyli vouchery przez Internet. Załamana właścicielka nie wie co zrobić w zaistniałej sytuacji, gdyż wszystko to wina jej nieodpowiedzialnej siostry. Kalina Radecka, chcąc pomóc kobiecie, którą bardzo polubiła, zostaje jej asystentką i sprawnie organizuje czas gościom przybyłym do Kamiennego Kręgu. 

W tle tej przezabawnej historii pojawia się także wątek kryminalny! Dzielna Kalina zostaje więc również samozwańczym detektywem i robi wszystko co w jej mocy, aby w dworku nie doszło do przestępstwa. 

Cała historia kończy się w bardzo nieoczekiwany sposób. Byłam mocno zaskoczona tym, jak pomysłowo autorka skrzyżowała losy wszystkich bohaterów książki. 

Powieść jest warta przeczytania ze względu na niezwykłą atmosferę miasteczka o nazwie Kamionki oraz jego ekscytujących mieszkańców. Radosna Szparka, nietuzinkowa kucharka Nadzieja, Stary Jan świadczący usługi przewozowe... wozem drabiniastym oraz wąsaty policjant Karol nadają tej opowieści wyjątkowy klimat. Ich specyficzny sposób wypowiadania się momentami rozkłada czytelnika na obydwie łopatki.  

Już czytając "Cztery płatki śniegu" przekonałam się, że Joanna Szarańska dysponuje dużą dawką dobrego humoru, a czytając "I że Ci nie odpuszczę" utwierdziłam się w tym przekonaniu. 

Zaczynam zatem lekturę drugiego tomu przygód szalonej Kaliny, czekajcie na kolejną recenzję i w międzyczasie zabierajcie się za czytanie! :)

5. „Pudełko z marzeniami” Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński

Na wstępie ostrzegam – jeśli nie macie wystarczającej ilości wolnego czasu, nie zaczynajcie czytać tej książki. Od niej nie da się oderwać!



Dwoje autorów i dwoje głównych bohaterów książki. Malwina, sumienny pracownik korporacji, która za namową ukochanego postanawia „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”. I choć Miasteczko, w którym kupiła dom, nie leży w Bieszczadach, a oblubieniec, który marzył o własnej restauracji, znacznie bardziej zaczyna pragnąć świętego spokoju, młoda i energiczna kobieta realizuje swoje plany. Radosław znika w sinej dali, a Malwina krok po kroku rozkręca swój mały biznes. Z pomocą przychodzi jej ukryta w piwnicy figura świętego Ekspedyta, patrona spraw najtrudniejszych, do którego zwraca się ze swoimi problemami.

I Michał. Zdradzony przez narzeczoną, oszukany przez wspólnika i nieposiadający dalszych planów na życie mężczyzna, chwyta rzucone mu niespodziewanie koło ratunkowe. Mianowicie ciotka na łożu śmierci wyjawia mu skrywaną przez lata tajemnicę - jego przodkowie ukryli w Miasteczku skarb. Michał musi tylko znaleźć odpowiednią kapliczkę, w której się on znajduje. Cóż więc ma do stracenia? Pakuje swój skromny dobytek i wyrusza w rodzinne strony.

Jednak nie tylko ci dwoje, ale i cała gama postaci drugoplanowych tworzy klimat tej niezwykłej powieści. Dwie urocze staruszki, które nieustannie się kłócą, jednak żyć bez siebie nie mogą – pani Janina - babcia Malwiny, oraz pani Wiesia – lokalna królowa nalewek, która o mieszkańcach Miasteczka wie wszystko i na każdą przypadłość ma odpowiedni trunek. Dwójka niezwykle bystrych dzieciaków, których intryg nie powstydziłby się sam Sherlock Holmes. A także Rozalia, siostra Malwiny, oschła, pozbawiona uczuć pani prokurator.

I najważniejsze w tej historii – pudełko z marzeniami. Zapisanymi na karteczkach pragnieniami klientów restauracji, które w magiczny sposób się spełniają.

Nie spodziewałam się, że para autorów, którzy tworzą zupełnie różne od siebie gatunki literackie, będzie w stanie wspólnie wykreować tak ciepłą i sympatyczną opowieść. Czytając ją czuje się, że tych dwoje idealnie się ze sobą zgrało. W tym przekonaniu utwierdzają słowa podziękowania, które są ciekawym dialogiem duetu.

„Połknęłam” tą książkę w jeden dzień! A jak wiecie, lub też nie wiecie, mam czteromiesięczne dziecko, więc musiałam się mocno nagimnastykować, żeby znaleźć cenny czas na czytanie. Udało mi się nawet dokonać cudu, czyli uśpić bobasa, który wcale nie miał zamiaru ani chęci spać. To się dopiero nazywa determinacja! I musiałam bardzo się natrudzić, żeby wybuchami śmiechu tegoż śpiącego brzdąca nie wybudzić. Bo było się z czego pośmiać, oj było. Genialne poczucie humoru, mnóstwo zabawnych sytuacji i teksty, które warto sobie wynotować.


Jednym słowem – mistrzostwo! Z wielką chęcią sięgnę po inne pozycje tych nieprzeciętnych autorów. Może coś polecicie? Bo ja zdecydowanie polecam „Pudełko z marzeniami”!

273. "Zwyczajna kobieta" Anna Płowiec - recenzja przedpremierowa

Przepis na zwyczajne życie. Miłość, wierność, uczciwość, zaufanie, tolerancja czy przyjaźń to podstawowe składniki życia, zwłaszcza w związk...