Świąteczna niespodzianka!

Mam dla Was świąteczną niespodziankę! 😊🐥





Czy lubicie czytać powieści nowych, nieznanych dotąd autorów? Bo ja uwielbiam! Ten powiew świeżości bijący z ich twórczości to jak ciepły, wiosenny dzień po długiej, męczącej zimie.
Dlatego dziś chciałabym Wam przedstawić Panią Annę Płowiec, autorkę powieści "W cieniu magnolii", która ukaże się już 9 maja!
Zachęcam do polubienia facebookowej strony Pani Ani - https://www.facebook.com/AnnaPlowiecAutorka/
W oczekiwaniu na premierę śledźcie profil autorki i fanpage Małe i wielkie czytanie, będzie się działo! 😊



Niewinna gra w pokera w domu Alicji okazała się nowym rozdaniem nie tylko kart, ale i uczuć. 
Kiedy serce Alicji rozdarło się pomiędzy dwóch mężczyzn, nie wiedziała jeszcze, że konsekwencje swoich wyborów będzie czuła przez wiele lat.


Nie potrafiła oprzeć się przystojnemu Leszkowi. Nie spodziewała się, że cichy i spokojny Janek pojawi się przypadkiem w jej życiu i wywróci wszystko do góry nogami.
Gdzieś pomiędzy starymi kamienicami pięknego Krakowa, w szalonych latach 90., gdy wszystko wydawało się możliwe, splatają się historie miłości i pożądania.
W cieniu magnolii to poruszająca historia o burzliwych uczuciach, bliskości i wyborach dokonywanych przez każdego z nas. Ta powieść daje nadzieję i pokazuje, że warto zaufać uczuciom, nawet gdy sądzimy, że świat zwrócił się przeciwko nam.


Czy utracona przed laty miłość ma szansę się odrodzić?
Czy los okaże się dla Alicji łaskawy i przyniesie jej upragnione szczęście?

38. "Pierwszy bandzior" Miranda July

"Pierwszy bandzior" to druga książka wydawnictwa Pauza, które deklaruje, że specjalizować się będzie w literaturze z górnej półki, która wciąga, pochłania i wywołuje emocje. Cóż, jak do tej pory nie sposób odmówić im konsekwencji. Wszystkie powyższe warunki zostały spełnione, a "Pierwszy bandzior" to książka, która z pewnością na długo zostanie w głowie czytelnika. 


Cheryl to czterdziestoletnia, mocno znerwicowana i przytłoczona codziennością kobieta. Prowadzi samotne życie w niewielkim domku, gdzie do perfekcji doprowadziła system porządkowania i funkcjonowania niezagrażający powstaniu bałaganu, którego Cheryl wręcz nienawidzi. Ta wiecznie zestresowana kobieta walczy z licznymi natręctwami i wieloma humorystycznymi przypadłościami. Pewnego dnia jej uporządkowane życie staje na głowie. Szefowie proszą ją o drobną przysługę - udzielenie gościny ich dwudziestojednoletniej córce, która nie ma się gdzie podziać póki nie znajdzie dla siebie mieszkania. Poukładany świat Cheryl zaczyna chwiać się w posadach. Młoda, samolubna i przekonana o swojej doskonałości Clee łamie wszystkie zasady panujące w domu i bynajmniej nie czuje się zobowiązana do wdzięczności kobiecie, która jej pomogła. Jednak z czasem okazuje się, że ta piękna i leniwa blondynka wniesie do hermetycznego życia Cheryl to wszystko, czego potrzebowała i ciągle poszukiwała.

"Pierwszy bandzior" to najdziwniejsza książka, jaką czytałam. Na drugim miejscu plasuje się "Legenda o samobójstwie(moja recenzja) wydawnictwa Pauza, jednak Bandzior zdecydowanie bije ją na głowę. Długo zastanawiałam się, czy książka mi się spodobała. Czytając ją przeżywałam momenty obrzydzenia, zafascynowania, znudzenia i uwielbienia. Kochałam ją i nienawidziłam. Te skrajne emocje sprawiały, że nie mogłam się oderwać od lektury, uparcie brnęłam dalej, bo musiałam wiedzieć, co się wydarzy. 

Książka opowiada historię kobiety, której życiem zawładnął stres, znalazła się ona na granicy załamania psychicznego. Jej codzienność to walka z uciążliwymi dolegliwościami, których nie jest w stanie odpędzić nawet najlepsza terapia. Mówiąc wprost - Cheryl jest dziwaczką. Jednak ta postać jest tak oryginalna, pokręcona a jednocześnie inteligentna, że nie sposób jej nie polubić, a także niejednokrotnie pożałować. Dopiero młoda Clee, która zburzyła długo budowaną stabilizację sprawiła, że Cheryl spojrzała na życie z zupełnie nowej perspektywy. Przełamała swoje opory, przekroczyła wyznaczone sobie granice, zmierzyła się z własnymi lękami by wreszcie odnaleźć samą siebie i odkryć swoje prawdziwe ja. 

"Pierwszy bandzior" to bardzo smutna opowieść o niespełnionej miłości, niewypowiedzianych pragnieniach, o ludzkiej seksualności i poszukiwaniu szczęścia. To także opowieść o ryzyku, które warto podjąć, by stać się człowiekiem spełnionym. Autorka w sposób nieco groteskowy, graniczący z absurdem, ukazała jak trudno jest być sobą i zawalczyć o siebie. Pomimo bijącego z niej smutku, daje pozytywnego kopa i nastraja optymizmem. Pokazuje, że warto przewartościować swój świat.

Tę książkę zapamiętam na bardzo długo. Jest totalnie inna, niż wszystko, co do tej pory przeczytałam. Jej interpretacja zależy wyłącznie od czytelnika. To książka, która z pewnością będzie miała tyle samo zwolenników, ilu przeciwników. Dla jednych okaże się rewelacyjną lekturą, dla innych nudną i obrzydliwą historią. Sami zdecydujecie, do której grupy będziecie się zaliczać. "Pierwszy bandzior" to z pewnością książka warta polecenia! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Czytam Pierwszy.

"Pierwszy bandzior"
Liczba stron 336
Wydawnictwo Pauza
Premiera 28.02.2018

37. "Księżniczka z lodu" Camila Lackberg

"Księżniczka z lodu" to mój pierwszy, poważny audiobook. Wiąże się z nim zabawna, w pewnym sensie, historia. Otóż po około dwóch, może trzech godzinach słuchania zorientowałam się, że w moim iPodzie ustawiona jest losowa kolejność odtwarzania... Fakt, byłam mocno zdziwiona, że zaraz na początku wyjaśniło się, kto był sprawcą morderstwa, ale doszłam do wniosku, że pewnie to taki specjalny zabieg i tak właśnie ma być. Jak wielkie było moje zdziwienie kiedy odkryłam, że te dwie przeplatające się strzałeczki nie są podświetlone bez powodu. Ale postanowiłam być twarda! Słuchałam od początku i dzielnie udawałam, że wcale nie wiem, kto zamordował. Zatem już wiecie, że efektu wow na końcu nie było, ale cała książka jak najbardziej - wielkie wow!


Fjallbaca to niewielka miejscowość na zachodnim wybrzeżu Szwecji. W sezonie letnim kwitnie w niej turystyka, zaś zimą pozostaje tu jedynie mała, zamknięta społeczność, w której wszyscy bardzo dobrze się znają i wiedzą o sobie nawzajem bardzo dużo. Podczas jednej z mroźnych i śnieżnych, jak to u Skandynawów bywa, zim w jednym z domów zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety. Początkowo wszystko wskazuje na samobójstwo, bowiem ciało kobiety z podciętymi żyłami na nadgarstkach spoczywa w wannie. Szybko jednak okazuje się, że Alexandra została zamordowana. Do prowadzenia sprawy zostaje przydzielony miejscowy policjant, Patryk Hedstrom, któremu za wszelką cenę stara się pomóc Erika Falck - pisarka i przyjaciółka Alex z dzieciństwa. To właśnie ona, zaalarmowana przez starszego pana, który palił w piecu w domu zamordowanej kobiety, znalazła zwłoki. Kobieta od początku zatem czuje się zaangażowana w sprawę i zaczyna prowadzić prywatne śledztwo. Światło dzienne ujrzą skrywane w ogromnej tajemnicy fakty z przeszłości Alexandry i innych mieszkańców Fjallbaci, która tylko z pozoru jest spokojną miejscowością. 

Jak wspomniałam na początku, "Księżniczka z lodu" to mój pierwszy audiobook. Na początku nieco się go obawiałam. Cała moja nauka czy to w szkole podstawowej, średniej, czy też na studiach opierała się wyłącznie na notatkach, w dodatku pokreślonych mazakami w różnych kolorach. Jestem typowym, stuprocentowym wzrokowcem, stąd moje obawy, że zwyczajnie nie dam rady skupić się na fabule słuchanej książki. Początkowo się one sprawdziły - nie zorientowałam się przecież, że słuchane w losowej kolejności nagrania nie mają ze sobą logicznego związku. Jednak przy drugim podejściu poszło mi już dużo lepiej. Tak dobrze, że audiobooki na stałe zagoszczą w moim świecie. Jako pełnoetatowa mama nie mam aż tyle czasu na czytanie, ile chciałabym go poświęcić. Dlatego audiobook stał się moim ratunkiem - umila mi czas podczas sprzątania, zmywania naczyń czy długich spacerów z córeczką. Szczerze polecam tę formę czytania, także osobom, które mają wobec niej lekkie opory. Przełamcie je i cieszcie się dodatkowymi chwilami z lekturą! 

Ogromną zaletą "Księżniczki z lodu" w formie audiobooka jest fakt, że czyta ją Marcin Perchuć. Pokochałam jego głos, jego intonację, przywykłam do niego na tyle, że kiedy wieczorami zasiadałam do papierowej lektury brakowało mi go i czytając całkiem inną książkę w głowie ciągle słyszałam jego głos. Ten właśnie głos już na zawsze będzie mi się kojarzył z Camilą Lackberg i jej twórczością.

Ale do rzeczy. Koniec rozczulania się nad zaletami audiobooków.


"Księżniczka z lodu" to kryminał z bogatym wątkiem obyczajowym. Prócz prowadzonego śledztwa poznajemy także mnóstwo osób, ich historie i tajemnice. Na główny plan wysuwa się dwójka bohaterów - Patrik i Erika, wokół których toczy się akcja. Ich prywatne życie, rozterki, uczucia, problemy rodzinne i praca są opisane bardzo szeroko. Postaci pobocznych jest całe mnóstwo, jednak każda z nich jest intrygująca, barwna i charakterystyczna. Camila Lackberg opisuje je tak szczegółowo i bogato, że czytając dosłownie widzimy je przed oczami. Co ogromnie spodobało mi się w twórczości szwedzkiej pisarki to fakt, że wątek każdego z bohaterów konsekwentnie prowadzi do końca, nie pozostawia miejsca na niedopowiedzenia czy zagmatwanie. 

Obraz szwedzkiej prowincji i jej mieszkańców, jaki wyłania się z książki, wprowadza swojską atmosferę. Czytając, czujemy się członkami tej małej społeczności. Na wielki plus zapisuje się także poczucie humoru autorki. Rzecz jasna, nie jest to komedia, jednak zdarzają się momenty, kiedy uśmiech sam wykwita na twarzy. Lekki styl, ciekawe opisy i stopniowe budowanie napięcia to domena Camili Lackberg. Bardzo lubię autorów, którzy piszą w taki właśnie sposób. Warto wspomnieć także o sposobie prowadzenia wątku kryminalnego. Do samego końca ciężko domyślić się, kto jest sprawcą zbrodni (o ile oczywiście nie ma się ustawionego losowego odtwarzania w iPodzie!).

Sądzę, że nie sposób nie zauważyć podobieństwa pomiędzy sagą o Fjallbace Camili Lackberg i sagą o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej. Jestem w trakcie czytania obu tych serii i bardzo ciężko byłoby mi określić, która z nich jest lepsza. W pojedynku pierwszy tom kontra pierwszy tom postawiłabym jednak na twórczość szwedzkiej autorki.

"Księżniczka z lodu" to książka w moim guście czytelniczym. Ponieważ literatura obyczajowa i kryminał to moje ukochane gatunki literackie, zatem ich połączenie to dla mnie prawdziwa uczta czytelnicza. Już po pierwszym tomie zapisuję Camilę Lackberg na mojej liście top autorów i z zapałem zabieram się za słuchanie kolejnej części sagi o Fjallbace.

"Księżniczka z lodu"
Saga o Fjallbace, tom pierwszy
Liczba stron 424
Długość audiobooka 11 godzin 40 minut
Wydawnictwo Czarna Owca
Premiera 10.2012

36. "Tylko dobre wiadomości" Agnieszka Krawczyk

Muszę się Wam przyznać, że "Tylko dobre wiadomości" to pierwsza książka autorstwa Agnieszki Krawczyk, która trafiła w moje ręce. A trafiła oczywiście z bibliotecznej półki, jak większość książek ostatnio. I już wiem, że w najbliższym czasie będę musiała nadrobić zaległości i przespacerować się do biblioteki po inne książki tej autorki. Warto!


W studio telewizyjnym dzień jak co dzień. Dziennikarka Izabela Oster przepytuje znanego polityka, nie zostawiając na nim suchej nitki. Taka właśnie jest Zula, dlatego jej program cieszy się ogromną popularnością. Jednak w prywatnej telewizji Global PL szykują się ogromne zmiany - program Izabeli ma zostać przeniesiony na późniejszą godzinę. Dziennikarka nie może się pogodzić z takim obrotem spraw i bez zastanowienia rzuca pracę w telewizji. Kobieta liczyła na to, że osoba posiadająca tak bogate doświadczenie w prowadzeniu programów publicystycznych jak ona nie będzie musiała długo czekać na propozycje pracy w konkurencyjnych stacjach. Jednak nie wszystko toczy się po jej myśli. Telefon uparcie milczy, a potencjalni pracodawcy nie pukają do jej drzwi. Ratunkiem w kryzysie okazuje się przyjaciółka Izabeli, Kamila Rudnicka - Clement, która składa jej biznesową propozycję. Kamila, która na co dzień jest tłumaczką powieści bardzo popularnego amerykańskiego autora, odziedziczyła w spadku po zmarłej teściowej podupadające pismo dla pań. Kobiety postanawiają wspólnie zaangażować się w to przedsięwzięcie i wynieść magazyn na wyżyny popularności. Jednak aby tego dokonać, konieczna jest przeprowadzka do Krakowa. Izabela, która właśnie stamtąd pochodzi, swego czasu kupiła urokliwe mieszkanie, dlatego sprawa nowego miejsca zamieszkania staje się przesądzona. Przyjaciółki ruszają na przód i rzucają się w wir pracy. Przed nimi wiele ciekawych przygód, jak podróż do Wenecji, odzyskana przyjaźń, wiosenny Kraków odkrywany na nowo, a wreszcie miłość. Będzie się działo, zapewniam!

"Tylko dobre wiadomości" to niezwykle sympatyczna powieść o tym, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko bardzo się tego pragnie i odważnie spogląda w przyszłość. Przeczytamy tutaj także o tym, jak bardzo człowiek jest w stanie zmienić się dla drugiej osoby i jak wiele gotowy jest poświęcić. Klimat uroczego Krakowa i przecudnej Wenecji dodaje całej opowieści ciepła i uroku. Ale nie bójcie się, przecież dobrze wiecie, że nie cierpię romansideł. Autorce udało się w bardzo przyjemny sposób poprowadzić wątek miłosny, oszczędzając czytelnikowi mdławych scen i absurdalnych uniesień. 

Izabela Oster to osoba twardo stąpająca po ziemi. Jeśli coś sobie zaplanuje, dąży do realizacji tego celu nie zważając na nikogo i na nic. Jest to postawa bardzo przydatna w biznesie, jednak czy równie pożądana w życiu osobistym? W poukładanym dotąd świecie Zuli po przeprowadzce do Krakowa zacznie się bardzo wiele zmieniać. Kobieta przejdzie prawdziwą przemianę, pozytywną czy negatywną, to już ocenicie sami. 

Z kolei Kamila Rudnicka - Clement, która na pierwszy rzut oka wydawać się może poukładaną i nudną osobą, tak na prawdę skrywa wiele niezwykłych tajemnic. Jej postać zaskakuje od pierwszej do ostatniej strony. Wielka szkoda, że "Tylko dobre wiadomości" to powieść jednotomowa, bo ciekawe czego jeszcze moglibyśmy się dowiedzieć o Kamili.

Prócz głównych bohaterek, którymi są przyjaciółki, poznajemy także osoby pracujące w gazecie - upartą i żądną władzy Ninę, sympatycznego fotografa Stefana oraz młodych, ambitnych dziennikarzy Weronikę i Bartka. Przez książkę przewija się również spora ilość postaci męskich, z czego na szczególną uwagę zasługiwać będą Robert, przyjaciel Izy z młodości, a także Adam, znany psycholog. Poznamy także zwariowaną ciotkę Kamili, Violę Clement, amerykankę, która postanowiła wybrać się w podróż po Europie. Jednak postaciami, które obdarzyłam największą sympatią, są Rychu i Płeta, tak zwany malowniczy element dzielnicy. Panowie, którzy na co dzień zajmują się konsumpcją napojów różnego gatunku, okazują się bowiem niesamowicie dobrymi, serdecznymi i uczynnymi ludźmi. Pokazują, że warto wierzyć w ludzi, w każdego, nawet najmniej oczekiwanego człowieka. Każdy bowiem może nas pozytywnie zaskoczyć. 

"Tylko dobre wiadomości" to, zgodnie z tytułem, bardzo pozytywna powieść. Nie sposób się nie uśmiechać poznając przygody jej bohaterów. Są to barwne, ciekawe postaci, z których każda wnosi do opowieści coś nowego, odmiennego i ciekawego. Baza powieści - przywrócenie do życia magazynu dla pań - stała się punktem wyjścia do rozwoju wielu ciekawych wątków. Ani przez chwilę nie nudzimy się czytając tę powieść. Akcja rozwija się w dobrym tempie, by na koniec zrzucić na czytelnika grad niespodzianek. Nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednym bardzo ważnym wątku - ukazanej przez autorkę miłości do zwierząt. Nie tylko do tych posiadanych przez ludzi, lecz również tych porzuconych i zaniedbanych. Przeogromny plus, uwielbiam ludzi, którzy szanują zwierzęta!

Podsumowując, najnowsza powieść Agnieszki Krawczyk to kawał dobrej roboty. Przyjemna w odbiorze, lekka obyczajówka z niezwykle ciekawą fabułą i wyrazistymi postaciami. To idealna książka na wiosenne, słoneczne dni. Nastraja optymizmem i dodaje wigoru. Polecam!

"Tylko dobre wiadomości"
Liczba stron 416
Wydawnictwo Filia
Premiera 31.01.2018

35. "Performens" Karolina Wilczyńska

"Performens" to jeden z moich bibliotecznych łupów, po który sięgnęłam bez wahania, kiedy tylko zobaczyłam go na półce. Nie przeczytałam nawet o co w niej chodzi. W końcu jeśli patronat mediany nad książką objęła Asia z bloga Nienaczytana to można mieć przekonanie graniczące z pewnością, że lektura będzie ciekawa. 


Nadia to trzydziestokilkuletnia kobieta zmęczona życiem w mieście i rolą odnoszącej sukcesy bizneswoman. Spragniona spokoju postanawia uciec na wieś. Kupuje tajemniczy, klimatyczny dom na rozstajach trzech dróg. Kobieta zostaje bardzo serdecznie przyjęta przez sołtysa i kilku innych mieszkańców Zabycia. Życie Nadii zaczyna przypominać sielankę - piękne widoki z okna, poranna kawa na tarasie, zapach gałązek jałowca i świeżo upieczonego chleba. Kobieta robi wyłącznie to, na co ma ochotę, z niczym nie musi się spieszyć. Bliżej zaprzyjaźnia się z sympatycznym, młodym Błażejem i niepełnosprawnym umysłowo chłopcem o imieniu Antoś. Dowiaduje się także coraz więcej o poprzednim właścicielu domu, który był nieszablonową postacią. Nadia, idąc przykładem zmarłego Jędrzeja, postanawia pomagać ludziom i czynić jak najwięcej dobra. I choć początkowo kobieta miała zamiar uciec przed społeczeństwem, z czasem stała się otoczona coraz większą ilością nowych postaci. Jak potoczy się życie Nadii w nowej roli?

Kiedy zaczęłam czytać książkę nie mogłam oprzeć się wrażeniu, jakbym przeniosła się na plan serialu "Ranczo". A ponieważ go uwielbiam, wsiąkłam w lekturę na dobre. Ze wszystkich sił kibicowałam Nadii i obserwowałam jej adaptację do nowych warunków życia. Ta pełna dobra, ciepła i mądrości kobieta szybko zaskarbiła sobie moją sympatię. Jednak to, jaki rozwój przyjęła powieść, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

"Performens" to nie jest bowiem lekka obyczajówka, opowiadająca o sielskim życiu na wsi. To opowieść o doświadczonej przez życie kobiecie, która bardzo mocno zawiodła się na ludziach. Trafiła na wyjątkowo ciężki grunt - typowa polska wieś, społeczeństwo pełne zawiści wobec innych i mocno ograniczone w swoich poglądach. Tutaj ciężko wyjść poza schemat, by nie zostać uznanym za dziwaka. I choć Nadii udało się poznać kilka prawdziwie dobrych osób, to i one z czasem odwróciły się od niej z obawy przed opinią innych.

Czułam ogromny smutek widząc, jak cierpi kobieta o niebywale dobrym sercu. Otworzyła ona swój dom na zupełnie obcych ludzi, chciała realizować swój plan - uhonorować duszę tych, którzy zaprzepaścili swoje marzenia i ambicje. Chciała pokazać, jak łatwo przegrać życie. Spotkała ją za to niewypowiedziana krzywda, jakiej doświadczyła od niczego niepojmujących istot. Ta niezwykle mądra książka uświadamia nam, jak bardzo aktualne jest powiedzenie "pójść po trupach do celu". Ludzie, zaślepieni wizją popularności i bogactwa, gotowi są na wszystko. Posuną się do zrujnowania czyjegoś życia, byle tylko na chwile znaleźć się na świeczniku. To niesamowicie przykre, jednak tak częste i realne. 

"Niektórzy nie wiedzą, że umarli, i żyją dalej, inni wiedzą, że umarli, i bardzo się z tym męczą aż do końca życia, a jeszcze inni robią wszystko, żeby nie umrzeć przed śmiercią, i jak im się uda, to są szczęśliwi, a jak nie, to umierają zaraz."

Przeczytałam tę książkę w tempie błyskawicy. Czekałam bowiem w napięciu na moment, kiedy okaże się, że ludzie są jednak dobrzy. Że cała moja pokładana w nich nadzieja nie pójdzie na marne. Niestety, autorka postanowiła pokazać, że życie nie zawsze jest miłe i piękne. I wiecie co? Nie czuję się rozczarowana powieścią. Czuję, że takie pozycje również muszą powstać, abyśmy nie pogrążyli się w fikcyjnym świecie. Oczywiście, że przyjemnie czyta się książki, które kończą się happy endem, jednak czy właśnie tak wygląda prawdziwe życie? I choć początkowo czułam się sielsko jak w "Ranczu", to po przeczytaniu powieści bardziej skłaniam się w stronę porównania do filmu "Pieniądze to nie wszystko". Choć on ostatecznie zakończył się szczęśliwie, w przeciwieństwie do "Performensu".

Przyznam szczerze, nie wiedziałam o tym, że książka to wznowienie debiutu Karoliny Wilczyńskiej. Tym bardziej szanuję autorkę za to, że zaczęła swoją pisarską karierę z grubej rury. Mało kogo stać na taką odwagę, autorzy starają się raczej oczarować swoimi powieściami i zachęcić czytelnika do wspólnej drogi. Mnie kupiła ta książka. Dużo bardziej niż sympatyczne, lecz nic nie wnoszące romansidła. "Performens" skłania do refleksji, do tego by spojrzeć na swoje życie i zastanowić się, czy aby na pewno podąża ono we właściwym kierunku, i co najważniejsze. Czy czujemy się w nim dobrze. Polecam!

"Performens"
Liczba stron 339
Wydawnictwo Czwarta Strona
Premiera 31.01.2018
(pierwsze wydanie 01.06.2006)

34. "Testament" Remigiusz Mróz

Przeczytałam całą serię książek o Chyłce. Każdy z tomów pochłaniałam w tempie wystrzałów z karabinu maszynowego. Uwielbiam postać pewnej siebie pani mecenas, która zawsze stawia na swoim i wygrywa nawet z góry przegrane sprawy. Jednak po przeczytaniu "Oskarżenia" poczułam dziwny lęk przed kolejną częścią. Remigiusz Mróz podążał w tak destrukcyjnym kierunku, że bałam się, czy uda się uratować serię, którą tak bardzo polubiłam. Czy się udało? O tym przeczytacie w poniższej recenzji.

Mecenas Joanna Chyłka zmaga się z obroną bliskiej sobie osoby. Staje na głowie, by wyciągnąć ją z więzienia i przywrócić jej dobre imię oraz szansę na normalną przyszłość, bez zmagania się z cieniami przeszłości. Pewnego dnia w progu biura Joanny staje znany warszawski ginekolog z prośbą, by Chyłka reprezentowała go w sądzie. Kobieta z miejsca odrzuca propozycję, zbyt zaabsorbowana wspomnianą wcześniej sprawą. Kiedy jednak okazuje się, że ginekolog może pomóc w wyciągnięciu bliskiej Joannie osoby z więzienia, ta bez wahania zgadza się podjąć jego obrony.

Sprawa ma dotyczyć ogromnego spadku, który ginekolog otrzymał od jednej ze swoich pacjentek, którą w swoim gabinecie przyjął zaledwie raz. W posiadaniu mężczyzny znalazła się między innymi zapuszczona nieruchomość, która wiele lat wcześniej po reprywatyzacji stała się własnością kobiety. Kiedy lekarz udaje się na miejsce czeka na niego spora niespodzianka. W środku znajduje bowiem zwłoki w stanie całkowitego rozkładu. Co więcej, ginekologiem w błyskawicznym tempie zaczyna interesować się policja, która z miejsca zamierza aresztować go za rzekome morderstwo. Czy mecenas Joanna Chyłka poradzi sobie z rozwiązaniem sprawy, w której pojawi się mnóstwo sekretów dotyczących rodzinnej przeszłości spadkodawczyni?


Na wstępie zaznaczam, że będę starała się nie spoilerować, choć w przypadku recenzowania siódmego tomu serii książek zadanie to jest dość trudne. 

Dominującym odczuciem, które towarzyszyło mi podczas czytania "Testamentu", była ulga. Nieopisana wręcz ulga, że autor nieco przystopował z tragizmem dotyczącym losów głównych bohaterów. Wraz z ulgą wróciło także uczucie radości z lektury, ze spotkania starych znajomych i powrotu lekkiej atmosfery między nimi. Tęskniłam za taką właśnie Chyłką, która choć w ostatnich częściach dostała mocno po tyłku od Remigiusza Mroza, to wyszła z tego jeszcze silniejsza i zabawniejsza. I to właśnie główny powód, dla którego tak polubiłam serię książek o pani mecenas - jej niesamowite poczucie humoru, które absolutnie uwielbiam i które rozkłada mnie na łopatki.

Spodobała mi się także sprawą, z którą tym razem przyszło się zmierzyć Joannie Chyłce. Został w niej poruszony wątek reprywatyzacji, wskutek której w naszym kraju ucierpiało wiele osób. Bardzo lubię śledzić pracę pani mecenas w toczących się postępowaniach. Wyraźnie widać, że Remigiusz Mróz ma wykształcenie prawnicze i czuje się w tej kwestii jak ryba w wodzie. Wszelkie kodeksy, akty prawne czy ustawy nie są dla niego tajemnicą, co daje poczucie autentyczności. Jednak chyba tym razem nie to, ale klient Chyłki sprawił, że postępowanie wydaje się bardziej ludzkie. Mamy bowiem do czynienia ze zwykłym człowiekiem, nie biznesmenem, gangsterem, sędzią, islamistą czy byłym opozycjonistą. Podobnie pozytywne odczucia miałam podczas lektury "Zaginięcia", kiedy klientami byli rodzice zaginionej dziewczynki. Nie wiem czemu, ale taka przyziemna tematyka przemawia do mnie mocniej niż skomplikowane niuasne na szczytach władzy.

Na pochwałę w "Testamencie" zasługuje postać Zordona. Chłopak wyraźnie zmężniał i nabrał pewności siebie. Wreszcie zaczął działać samodzielnie. Widać, że szkoła, jaką dała mu Chyłka, nie poszła w las. Kordian stał się prawdziwym lwem prawniczym, potrafi węszyć i tropić, konstruować logiczne wnioski i działać. Nie zawaha się przed niczym, aby odkryć prawdę. Wreszcie stał się równym partnerem dla Joanny. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego duetu. To, jak się ze sobą dogadują, fakt, że nadają na tych samych falach, rozumieją się praktycznie bez słów. Czytelnicy mojego bloga z pewnością już wiedzą, że nie lubię mdławych romansideł. Jednak sposób, w jaki Remigiusz Mróz prowadzi wątek tych dwojga ludzi dowodzi, że nie potrzeba ckliwych słówek i romantycznych uniesień, by wykreować obraz idealnego związku. Dla mnie taka opcja ma większą moc niż każde love story. Oby tak dalej!

Rozczarowało mnie zakończenie. Po pierwsze dlatego, że w sprawie ginekologa wszystko szło całkiem sympatycznie, aż nagle pod sam koniec Remigiusz Mróz postanowił spłatać figla i obrócić wszystko do góry nogami. Miałam nadzieję, że tym razem sprawa rozstrzygnie się inaczej, jednak autor postanowił zakończyć książkę w swoim stylu. Po drugie, i chyba dla mnie najgorsze. Serio, bardzo lubię Joannę Chyłkę, chyba najbardziej ze wszystkich bohaterów książek (zaraz po niej plasuje się komisarz Forst - moja miłość!). Jej postać jest mi szczególnie bliska, cenie ją jako kobietę o mocnym charakterze, twardo stąpającą po ziemi. Dlatego jestem na Pana wściekła, Panie Remigiuszu, że znowu Pan jej nie oszczędził. Mam tylko nadzieję, że w kolejnym tomie Pan się z tego wszystkiego szczegółowo wytłumaczy. Czekam na to, podobnie jak czekam na kolejny tom.

Choć nie spodziewałam się tego, jestem zdeterminowana, by poznać dalsze losy Chyłki i Zordona. Sądząc po posłowiu, autor zamierza kontynuować tę serię. Cieszy mnie to, jednak mam pewną prośbę. Panie Remigiuszu, proszę się nie spieszyć i przygotować taką powieść, żeby wszystkim nam opadły z wrażenia szczęki. I proszę pamiętać, więcej litości dla Joanny! :) 

33. "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J.K. Rowling, wydanie ilustrowane Jim Kay

Przygody młodego czarodzieja, Harrego Pottera, zna z pewnością każdy z nas. Ale czy wiedzieliście, że pojawiło się ich nowe, ilustrowane wydanie? Jim Kay przywrócił blask zapomnianej już serii książek, nadał im nowego wyrazu i zachęcił, by wrócić do lektury tego niekwestionowanego bestsellera. 


 Choć za bardzo w to nie wierzę, być może istnieją osoby, które nie znają opowieści o małym czarodzieju, dlatego pozwolę sobie w skrócie przedstawić fabułę. 

Harry Potter to chłopiec, którego wychowują ciotka i wuj, ponieważ jego rodzice zginęli niedługo po narodzinach synka. Powiedzieć, że nowa rodzina nie jest zachwycona koniecznością opieki nad sierotą to jakby nie powiedzieć nic. Najlepszym tego dowodem może być miejsce, gdzie ulokowano chłopca - komórka pod schodami. Wszystko zmienia się w dniu jedenastych urodzin Harrego, kiedy to dowiaduje się on, że jest czarodziejem. Trafia do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, gdzie poznaje dzieci takie jak on, z którymi szybko się zaprzyjaźnia. Dowiaduje się także wiele o swojej przeszłości, która jest niebywale ciekawa. 





Dorastałam razem z Harrym Potterem. Pierwsze polskie wydanie miało miejsce 10 kwietnia 2000 roku, kiedy miałam dziewięć lat. Uczyłam się czytać na tej powieści, a kiedy poszłam z mamą do kina na ekranizację pierwszej części przygód małego czarodzieja w 2002 roku mając jedenaście lat powiedziałam, że książka była o niebo lepsza niż film. Mam szczególny sentyment do całej serii książek J.K. Rowling, ponieważ towarzyszyła mi przez cały okres młodzieńczy i z pewnością stała się zalążkiem mojej czytelniczej pasji. 





Kiedy zatem dowiedziałam się, że po piętnastu latach od premiery seria o Harrym Potterze doczekała się nowego wydania, w dodatku wydania ilustrowanego, wiedziałam, że prędzej czy później te książki znajdą się na mojej półce. Jim Key przemienił tę powieść w istne dzieło sztuki. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknych ilustracji. Ich niepowtarzalny styl, kolorystyka i oryginalność sprawiają, że zapominamy o filmowej adaptacji książki i tworzymy w głowie zupełnie nowe wyobrażenia o świecie czarodziejów. Wykreowane przez niego postaci są absolutnie idealne, miliard razy lepsze niż ich filmowi odpowiednicy. Harry Potter jest tak piękny, że chciałoby się jego porter zawiesić na ścianie. Czapki z głów, Jim Kay wykonał kawał świetnej roboty!





Mam teraz przed sobą kolejne wielkie marzenie i wyzwanie zarazem. Planuję zgromadzić dla Zosi całą ilustrowaną kolekcję książek o Harrym Potterze, a dla siebie zgromadzić (i przeczytać!) wszystkie części Harrego Pottera w języku angielskim. Pierwszy tom już mam, teraz tylko trzeba konsekwentnie iść dalej. Trzymajcie kciuki i spodziewajcie się niedługo kolejnego wpisu o przygodach młodego czarodzieja. A teraz zostawiam Was z cudownymi zdjęciami. 










32. "Trzydziesta pierwsza" Katarzyna Puzyńska

"Trzydziesta pierwsza" okazała się trzydziestą drugą książka na moim blogu. Ahh... że ja tego jakoś lepiej nie wykalkulowałam :) w każdym razie - wróciłam na chwilę do Lipowa! Muszę przyznać, że początkowo żałowałam tej decyzji. Książka dłużyła mi się niemiłosiernie i gdyby nie fakt, że zdążyłam już polubić twórczość Katarzyny Puzyńskiej, pewnie rzuciłabym ją w kąt. Całe szczęście, że tego nie zrobiłam, to byłaby ogromna strata! 


W Lipowie wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Młodszy aspirant Daniel Podgórski czuje się mocno przygnębiony, ponieważ jego ukochana Weronika postanowiła spędzić święta z rodziną w Warszawie. Danielowi nie daje spokoju jeszcze jedna myśl. Za kilka dni do wsi wróci morderca winny śmierci jego ojca. Nie tylko Daniel nie cieszy się na tę okoliczność. Wszyscy mieszkańcy Lipowa są wrogo nastawieni do podpalacza, który w 1998 roku pozbawił życia czwórkę niewinnych ludzi, za co spędził w więzieniu piętnaście lat. 

Prócz tego we wsi pojawia się także naukowiec Jerzy Grala, który ma zająć się badaniem osady, która w przeszłości była siedzibą tajemniczej sekty. Jej członkowie, dokładnie trzydzieści osób, w 1965 roku popełniło zbiorowe samobójstwo. Od tego czasu mieszkańcy Lipowa szeroko omijają teren zwany Cichym Laskiem w obawie przed straszącymi tam duchami przeszłości. Lipowo gości także rodzeństwo szwedów, którzy grożą jednemu z mieszkańców wsi. 

Daniel Podgórski usilnie stara się zapanować nad sytuacją. Dwóch z członków jego zespołu udało się na urlopy - Janusz Rosół wyjechał z dziećmi na zasłużone wakacje, zaś Marek Zaręba postanowił wykorzystać urlop ojcowski, który przysługiwał mu z okazji narodzin drugiej córeczki. W związku z chwilowymi brakami w kadrze do policyjnej ekipy lipowskiego komisariatu dołącza Emilia Strzałkowska, która ochoczo przyjęła propozycję zastępstwa. 

We wsi dzieje się tak wiele, że kiedy dzień przed Wigilią mieszkańcy po raz kolejny ujrzą zabójczy ogień, nikt nie uwierzy w to co widzi. Prócz nowych zbrodni światło dzienne ujrzą także skrywane wydarzenia, które dawno już zostały wyparte z pamięci mieszkańców. Wszystko skomplikuje się do granic możliwości. Czy tym razem policjanci z Lipowa poradzą sobie z rozwiązaniem tych niezwykle trudnych i drażliwych dla nich spraw?

Jak napisałam we wstępie, początkowo książka mnie nie zachwyciła. Autorka bardzo długo kazała czekać na rozwój akcji. Strony dłużyły się niemiłosiernie, opisy zawiłych relacji pomiędzy poszczególnymi bohaterami zdawały się nie mieć końca i w żaden sposób nie wpływać na rozwój wydarzeń. Tak sądziłam początkowo. Dopiero teraz, po skończeniu książki, muszę przyznać, że wszystko to okazało się niezbędnie konieczne aby dobrze zrozumieć istotę prowadzonych dochodzeń. Czytając, miałam również nieodparte wrażenie, że to nie jest to samo Lipowo, które poznałam w poprzednich tomach. W tym tomie zapanował w nim klimat tajemnicy, duchów przeszłości i smutku. To jednak po skończonej lekturze również uznaje za plus. 

Pomysł z powrotem do wydarzeń z 1998 roku, kiedy w pożarze zginęli między innymi ojcowie Daniel Podgórskiego i Pawła Kamińskiego okazał się strzałem w dziesiątkę! W poprzednich tomach bardzo często pojawiały się wzmianki o ich bohaterskiej śmierci, zaś "Trzydziesta pierwsza" ukazała całą sprawę w zupełnie nowym świetle. Połączenie tej sprawy ze sprawą tajemniczej sekty zaskutkowało rewelacyjnym śledztwem. I choć początkowo wszystko działo się w zwolnionym tempie, to w końcówce książki Katarzyna Puzyńska zafundowała nam szalony roller coaster. Na jaw wyszły skrywane przez lata tajemnice mieszkańców Lipowa, których życie wbrew pozorom nie zawsze przypomina sielankę. 

Książką totalnie nieprzewidywalna i zaskakująca. Autorka wspina się coraz wyżej po szczeblach drabiny morderstw, kreowane przez nią zbrodnie stają się coraz ciekawsze i mocniejsze. Aż strach pomyśleć, co wydarzy się w kolejnym tomie. Tylko jeden mały smuteczek gryzie mnie od środka. W "Trzydziestej pierwszej" ani przez sekundę nie pojawiła się postać komisarz Klementyny Kopp. Nie spodziewałam się, że tak bardzo będzie mi brakować tej irytującej i ekscentrycznej kobiety. A jednak. Pozostaje nadzieja, że w kolejnym tomie pani komisarz powróci ze zdwojoną siłą. Już niebawem zabieram się za czytanie dalszych przygód policjantów z Lipowa, bo po lekturze "Trzydziestej pierwszej" apetyt na książki Katarzyny Puzyńskiej powrócił! 

31. "Raz, dwa, trzy, zaśnij Ty!" Dorota Kassjanowicz, ilustracje Gosia Herba

Czy Wasze dzieciaki lubią, kiedy czyta im się do snu? Jeśli tak, "Raz, dwa, trzy, zaśnij Ty!" to książeczka idealna dla Was. Znajdziecie w niej jedenaście wierszyków, które opowiadają o śnie, o tym jak przyjemnie jest spać i śnić. 


Pierwszy wierszyk opowiada o Stasiu, który uparł się, że dziś nie zaśnie. Tak bardzo przejął się swoim postanowieniem, że nawet nie zauważył, że słodko zasnął. Drugi wierszyk to historia małej Zosi (nasza faworytka, rzecz jasna!), która próbowała uśpić swoją lalkę Olę. Niestety, Ola jak to lalka, która ma namalowane oczy, nie chciała spać w dzień i w nocy. Z trzeciego wierszyka dowiadujemy się, jak przyjemnie jest śnić i jakie korzyści płyną ze snu. Wierszyk czwarty to zwariowana historia dziewczynki,  której śniło się tak wiele, że sama poplątała się w swoich snach. Piąty wierszyk opowiada o tym, że zawsze warto się uśmiechać, wtedy nawet sny są wesołe. W wierszyku szóstym czas biegnie wstecz i wszystko się się od tyłu. Wierszyk siódmy to nasz absolutny faworyt! Opowiada historię siedmiu żabek i ich przygodach ze snem. To przezabawna historia o tym, że warto przed senem odłożyć wszystkie smutki i zmartwienia na bok i spokojnie się wyspać.Wierszyk ósmy to zachęta do przesypiania ośmiu godzin. Nie każdemu jednak się to udaje. Krystian, bohater wiersza, ma zawsze mnóstwo spraw na głowie i na sen brakuje mu czasu. W dziewiątym wierszyku wspólnie z Kubą liczymy barany, by zasnąć. Na koniec wiersza okazuje się jednak, że barany tupią zbyt głośno i nie dają chłopcu spać. Dziesiąty wierszyk to dziesięć cytatów z sennika, skierowanych do piratów, rycerzy, tancerzy, biedronek, Iwonek, guzika, jamnika, zamyślonych, zdziwionych i burczajek. Wierszyk jedenasty opowiada o zerze, które wiele wie o snach. Na przykład to, że kiedy zapadamy w sen znika świat i zaczynamy śnić. Na szczęście po przebudzeniu wszystko wraca na swoje miejsce.





"Raz, dwa, trzy, zaśnij Ty!" to zabawne rymowanki, które z pewnością umilą dzieciom zasypianie. Ich tematyka dotyka bezpośrednio snu, ukazuje go jako coś miłego, ciekawego i bezpiecznego. Sen to fascynująca przygoda, w której można robić wszystko, co tylko się chce. To także okazja do nabrania sił, które przydadzą się kolejnego dnia. Sen przynosi zatem same korzyści!



Największym atutem książeczki są według mnie ilustracje. Są to małe dzieła sztuki! Ich bohaterami są różnokolorowe stworki, przypominające zwierzęta, lecz lekko zmodyfikowane. Niektóre z nich mają nadliczbową ilość oczu, inne są zabawnie ubrane a jeszcze inne przybierają ludzką postać. Zabieg ten ma na celu oswojenie dzieci z koszmarami sennymi. Poprzez poznanie tych sympatycznych postaci dziecko z pewnością będzie się mniej bało potworków pojawiających się w jego snach. Kolejną rzeczą, która jest dla mnie idealna, to kolorystyka obrazków. Całość utrzymana w pastelowych barwach z dominacją koloru niebieskiego. Ilustracje nie są przeładowane, co dla mnie bardzo ważne. Białe tło sprawia, że stają się bardziej wyraźne. Uwielbiam grafikę tego rodzaju! 



"Raz, dwa, trzy, zaśnij Ty!" to przesympatyczna książeczka zarówno dla małych śpiochów jak i tych, którzy nie za bardzo lubią spać. Rymowane wierszyki umilą wspólne chwile zarówno maluchom, jak i ich rodzicom. Pozwolą wyciszyć się i przygotować do snu. Jedyny minus to papierowe strony, które z pewnością ulegną sile destrukcji malutkich rączek. Mimo to, polecamy!


30. "Wiosna na ulicy Czereśniowej" Rotraut Susanne Berber

Zaledwie tydzień dzieli nas od rozpoczęcia kalendarzowej wiosny! Czy już czujecie ten cudowny zapach rozkwitających kwiatów, zapach wiosennego deszczu, kwitnących jabłoni i tego jedynego i niepowtarzalnego wiosennego powietrza? Ahhh, rozmarzyłam się. Jeśli i nas Was pozytywnie wpływa myśl o wiośnie, prędko kupujcie swoim pociechom "Wiosnę na ulicy Czereśniowej"!


Ta cudowna książka zawiera siedem ogromnych ilustracji, na których aż roi się od ludzi, zwierząt i przeróżnych wydarzeń. Zielenią się pola, łąki i trawniki, kwitną pierwsze kwiaty, a zwierzęta wychodzą ze swoich kryjówek, by wygrzewać się na słońcu. Ulica Czereśniowa tętni życiem. Na dworcu, na rynku, w sklepie, w parku - wszędzie coś się dzieje. 


Każda z ilustracji to możliwość snucia wielogodzinnych opowieści! To nie do uwierzenia jak wiele dzieje się na jednej stronie. Z tyłu książki wymieni są bohaterowie, których mamy za zadanie odszukać na obrazkach. Ale to zaledwie ułamek postaci, które pojawiają się na Ulicy Czereśniowej. Jest ich o wiele więcej, każda z nich pojawia się na wielu stronach, możemy śledzić jej przygody i obserwować jak poznaje wielu nowych ludzi.




Panująca na obrazkach wiosna nastraja optymistycznie. Natura budzi się do życia po zimie, kwitną kwiaty i drzewa, na polach trwają porządki i pierwsze siewy, zwierzęta gospodarskie mogą wreszcie odetchnąć świeżym powietrzem a ludzie chętnie spędzają czas w parkach. "Wiosna na ulicy Czereśniowej" i jej siostry - "Lato na ulicy Czereśniowej", "Jesień na ulicy Czereśniowej" oraz "Zima na ulicy Czereśniowej" to zatem wspaniała okazja do obserwowania zmian zachodzących w przyrodzie w różnych porach roku


Ta mnogość detali sama zachęca dzieci do opowiadania o tym, co dzieje się na obrazkach i pokazywania poszczególnych zdarzeń. I choć w książce nie znajdziemy ani jednego słowa pisanego (kilka jest, ale nie czepiajmy się szczegółów :D ) to stwarza ona niesamowite pole do rozwoju u starszych dzieci pisma właśnie! Jako pedagog wszędzie doszukuje się edukacyjnych walorów, a "Wiosna na ulicy Czereśniowej" ukazuje ich dla mnie mnóstwo. Oprócz wspomnianego już rozwoju mowy i spostrzegawczości warto zachęcać starsze dzieci do opisywania tego, co widzą na obrazkach. Czyli co, znowu mamy kolejną książkę, która rośnie razem z dzieckiem? :) 


Książka należy do gatunku niezniszczalnych. Jest wykonana z bardzo grubej i twardej tektury, która z pewnością nie ulegnie zniszczeniu (co najwyżej nadgryzieniu). Jej duży format to w tym przypadku jedynie zaleta, w końcu im więcej miejsca, tym więcej może się wydarzyć na jednej stronie!


Ktoś to gryzł? Niemożliwe! :) 


Postanowiłam kupować kolejne części książki wraz z kolejnością pór roku, a w międzyczasie przeplatać je na przykład książkami takimi jak "Rok w lesie" czy "Rok na wsi". W ten sposób zanim Zosia zacznie mówić powinnam uzbierać już całą kolekcję, a nie wydam na nią fortuny za jednym zamachem. Jestem tą książką absolutnie zachwycona i jestem pewna, że w grudniu pochwale się Wam całą kolekcją pór roku na ulicy Czereśniowej. 


225. "Podróż Cilki" Heather Morris

Pozostając w klimacie literatury obozowej przeniosłam się z Auschwitz-Birkenau do odległego, koszmarnie zimnego Workutłagu na Syberii, niec...