13. "Lustereczko, powiedz przecie" Alek Rogoziński. Seria Róża Krull na tropie. Tom II

Po świąteczno - noworocznej przerwie, kiedy to postanowiłam poczytać coś innego niż kryminały, stwierdziłam, że czas najwyższy wracać, bo przecież za kilka dni premiera nowej książki Remigiusza Mroza! (na moim FP konkurs, w którym do wygrania "Nieodnaleziona")

Ale żeby od razu nie rzucać się na głęboką wodę, wybrałam pozycję lekką, zabawną i bardzo przyjemną. "Lustereczko, powiedz przecie" to drugim tom przygód roztrzepanej pisarki powieści kryminalnych, Róży Krull. Bohaterkę miałam okazję poznać podczas lektury pierwszego tomu, "Do trzech razy śmierć", i szczerze powiem - jest to nietuzinkowa postać. Jeśli Róża jest w pewnym sensie alter ego Alka Rogozińskiego, to oddaje nerkę za możliwość poznania go! :)

Szalona marzycielka, która często myli swoje wyobrażenia z rzeczywistością, nieustannie pakująca się w kłopoty, kompletnie oderwana od życia. Bardzo często zastanawiam się, jak ta kobieta żyłaby bez swoich wiernych przyjaciół, a jednocześnie współpracowników - menadżerki Betty i PR-owca Pepe. Ale do rzeczy!


Róża przeprowadziła się do nowego mieszkania, o którym zawsze marzyła. Mało tego, w prezencie dostała niesamowity widok z okna - w biurowcu na wprost jej okna pracuje nieziemsko przystojny mężczyzna, który staje się obiektem westchnień i obserwacji kobiety. Obserwacji dość szczegółowej, bowiem prowadzonej przez lornetkę! Autorka w myślach stworzyła już mnóstwo bardziej lub mniej prawdopodobnych scenariuszy dotyczących życia owego przystojniaka, kiedy to pewnego dnia, bezpośrednio na jej oczach, mężczyzna popełnia samobójstwo wyskakując z okna.

Zdążyłam poznać Różę na tyle, że byłam pewna, iż ta nie spocznie póki nie rozwiąże zagadki tajemniczej śmierci. Zapewne pomyślicie - dlaczego od razu tajemniczej śmierci? Przecież facet mógł zwyczajnie poczuć się zmęczony życiem i podjąć decyzję o jego zakończeniu. Jak się jednak okazuje, samobójca był uczestnikiem konkursu Mister Polonia, w którym był murowanym faworytem do wygranej. Dodatkowo kiedy z Różą kontaktuje się jego niedoszła dziewczyna i zarzeka się, że to niemożliwe, aby jej wybranek od tak targnął się na swoje życie, i że to więcej niż pewne, że było to morderstwo, autorka nie ma już żadnych złudzeń - musi dowiedzieć się wszystkiego na własną rękę. Wiadomo przecież, że policja nie poradzi sobie z tym śledztwem jak należy.

W ten właśnie sposób Róża w towarzystwie Rafała Maślaka (postaci autentycznej, jakże dobrze nam kobietom znanej :) trafia do ośrodkach wypoczynkowego, gdzie grupa kandydatów do tytułu Najprzystojniejszego Polaka Roku przygotowuje się do gali finałowej wyborów. Autorka postanawia poznać ich jak najlepiej i wyłonić spośród nich potencjalnego zabójcę, jest bowiem przekonana, że za śmierć przystojniaka odpowiada któryś z jego konkurentów.

"Lustereczko, powiedz przecie" to moim zdaniem najlepsza książka Alka Rogozińskiego (pomijając oczywiście "Pudełko z marzeniami", w którym jestem zakochana). Ogromny plus dla autora za to, że nie przeciągał rozwiązania zagadki, chociaż mógł. Miał ogromne pole do manewru, mógł bowiem w nieskończoność rozciągać wątki każdego z uczestników konkursu i rozpisywać się o nich na setkach stron. Powiem szczerze, że byłam nawet zaskoczona, że sprawa rozwiązała się tak szybko. Ale to jak mówię wielki plus, bo książka nie zdążyła mnie zmęczyć.

Drugi plus za poczucie humoru autora. O tym, że Alek Rogoziński pisze zabawne powieści wie każdy, kto interesuje się kryminałami, ale muszę o tym wspomnieć, bo po raz kolejny nie zawiódł w tej kwestii. Niekontrolowane wybuchy śmiechu to norma przy czytaniu jego książek, dlatego uważajcie, gdzie czytacie! :)

Byłam bardzo ciekawa, jak zakończy się sprawa samobójstwa, bo przecież Róża na własne oczy widziała mężczyznę wyskakującego z okna, ciężko więc było dyskutować z tym, że nie było to morderstwo. Do ostatniej strony z ciekawością obserwowałam prywatne śledztwo autorki i byłam pod wrażeniem, w jaki sposób Alek Rogoziński uknuł intrygę i pokierował losami bohaterów.

Minus? Dumam i dumam, i nic nie przychodzi mi do głowy. A na siłę wymyślać nie będę, bo skoro książka dobra, to po co się czepiać?

Polecam książkę każdemu, kto ma ochotę odpocząć od ciężkich i mocnych kryminałów, dobrze się przy tym bawiąc i relaksując, a także osobom, które jak ja, potrzebują lekkiego kopa do powrotu do kryminalnego świata. Sądzę jednak, że czytelnicy, którzy lubią kiedy trup ściele się gęsto, akcja trzyma w napięciu od początku do końca, a bohaterowie nawiedzają w koszmarach sennych, mogą być lekko zawiedzeni tą pozycją.

Nie umniejsza to w niczym książce, która jest świetnie napisana, i dzięki której Alek Rogoziński już na dobre zagościł w moim sercu. Z niecierpliwością oczekuję trzeciej części przygód Róży Krull, która pojawi się już 14 marca tego roku. "Kto zabił Kopciuszka?" jest już wpisane na moją listę must have! Kto jeszcze nie poznał Róży ma teraz czas na nadrobienie zaległości i wspólnie ze mną czekać w napięciu na kolejny tom.


"Lustereczko, powiedz przecie"
Seria Róża Krull na tropie, tom drugi
Liczba stron 336
Wydawnictwo Filia
Premiera 27.09.2017

12. "Nic dwa razy się nie zdarzy" Joanna Szarańska. Seria Kalina w malinach. Tom III

Relacja na gorąco po przeczytaniu trzeciego tomu przygód nieustannie pakującej się w kłopoty Kaliny Radeckiej "Nic dwa razy się nie zdarzy" autorstwa Joanny Szarańskiej.



I od razu na wstępie klops. Nic dwa razy się nie zdarzy? A jednak... Oto właśnie po raz drugi stajemy się świadkami klęski ślubnej, jaka spotyka Kalinę Radecką. Ukochany detektyw nie stawia się na ceremonii zaślubin w kościele. Nie ma go także w mieszkaniu, w pracy, w szafie, pod stołem, w parku, w lodówce (w zamrażalniku także nie!) słowem... przepadł jak kamień w wodę.

Tym razem kobieta nie popada w rozpacz, jak to uczyniła po niedoszłym zamążpójściu opisanym w pierwszym tomie przygód, ale zakasa rękawy i zabiera się do działania. Jest bowiem przekonana, że Marka z pewnością spotkało coś złego, inaczej nigdy nie porzuciłby jej przed ołtarzem. Wiedziona tym przekonaniem wyrusza na poszukiwania ukochanego. Udaje jej się wyciągnąć ze wspólnika detektywa gdzie mniej więcej mężczyzna pracował nad ostatnią sprawą. Przez wiele dni dzielnie przemierza wzdłuż i wszerz wskazany teren szukając choćby śladu po Marku. I kiedy już ma się poddać, niespodziewanie dostrzega go - mężczyznę swojego życia, u boku pięknej długonogiej blondynki. 

Tak oto rozpoczyna się ciąg niespodziewanych zdarzeń. Kalina trafia do domu pewnego krakowskiego gangstera, gdzie dostaje posadę zastępcy chwilowo nieobecnej kucharki. To właśnie w tym domu zamieszkuje aktualnie jej ukochany, który, jak się okazuje, na skutek pobicia stracił pamięć. Zdesperowana kobieta postanawia za wszelką cenę jak najdłużej pozostać w posiadłości gangstera i uczynić wszystko, aby Marek przypomniał sobie o ich wspólnym życiu i szczęśliwie wrócił wraz z ukochaną do domu. Okazuje się to jednak bardzo trudnym zadaniem. Detektyw unika jak może towarzystwa Kaliny, a za jej plecami namawia szefa do szybkiego pozbycia się kobiety. 

Wszystko wskazuje więc na to, że mężczyzna faktycznie stracił pamięć. Uwierzył w przedstawioną mu wersję, że przed pobiciem był członkiem konkurencyjnej mafii, dlatego teraz szef, zwany Bazylią, postanowił przyjąć go do pracy wykorzystując rzekomo posiadane przez detektywa doświadczenie. Mało tego, Marek i długonoga blondynka zwana Kicią wyraźnie mają się ku sobie, co jeszcze mocniej utwierdza Kalinę w przekonaniu, że musi ratować swojego biednego ukochanego, gdyż ten nie wie co czyni. 

Prócz postaci Kalina i Marka, a także ich wiernego psiego przyjaciela Młynka, nic więcej nie łączy tej części z dwoma poprzednimi tomami serii Kalina w malinach. Równie dobrze mogłaby to być osobna powieść, wprowadzająca nowych bohaterów. Ja jednak cieszę się, że tak się nie stało. Zdążyłam już zaprzyjaźnić się z szaloną Kaliną Radecką oraz jej narzeczonym na tyle, że gdyby nie powstał trzeci tom, czułabym lekki niedosyt. Zamiast tego odczuwam satysfakcję, ponieważ trylogia zakończyła się tak jak lubię, czyli nie klasycznym żyli długo i szczęśliwie, ale splotem zabawnych i zaskakujących zdarzeń. 

I choć części rozwikłania zagadki domyśliłam się już w trakcie czytania, zakończenie jednak zaskoczyło mnie i rozminęło się z moimi przewidywaniami. 

Jak zwykle muszę również wskazać mojego ulubionego bohatera. Tym razem jest to bezapelacyjnie gangster Bazylia, właściciel klubu nocnego. Pomyśleć można by było, że to zapewne typ spod ciemnej gwiazdy, z którym lepiej nie zadzierać. Pozory jednak lubią mylić i Bazylia jest przeuroczym facetem, który jak diabeł wody święconej boi się swojej kucharki, twardej i nieustępliwej pani Mieci. 

Generalnie książka na plus. Na początku miałam mocno mieszane uczucia, ale w trakcie polubiłam ją i bardzo przyjemnie spędziłam czas. Polecam!

A cała seria Kalina w malinach? Zaliczam ją do jednej z fajniejszych serii jaką ostatnio przeczytałam. Z pewnością nie pożałujecie czasu, który spędzicie wspólnie z szaloną Kalina Radecką!

11. "Świat okiem Ancyklopka" Piotr Dobry Łukasz Majewski

"Świat okiem Ancyklopka" to zupełnie inna od wszystkich książeczka kontrastowa dla niemowląt od urodzenia.


Głównym bohaterem książeczki jest mały cyklop, Ancyklopek. Na kolejnych stronach poznajemy jego rodzinę, dom i przedmioty z najbliższego otoczenia malca. Wszystkie ilustracje pokazują to, z czym dzieci obcują na co dzień, np. łóżeczko, grzechotka, butelka, mama, tata. A zatem wszystko, co dziecku dobrze znane i niezbędne w bobaskowym żywocie.


Ancyklopek jest cyklopem, zatem zarówno on, jak i jego rodzice, mają po jednym oku. Zapytać zatem by można: po co pokazywać dziecku takie paskudztwo? Przecież ludzie tak nie wyglądają, po co mącić maluchowi w głowie? I to jest właśnie kwestia bardzo ważna. 

Jako nauczyciel, rodzic czy też po prostu człowiek zbyt często spotykam się z przykładami nieakceptowania odmienności wśród dzieci. Cały czas siedzi mi w głowie historia pewnego balu przebierańców w przedszkolu. Dziewczynka bardzo chciała się przebrać za kowboja, ponieważ uwielbiała konie i wszystko co z nimi związane. Mama więc uszyła dla niej piękny strój. Mała już tydzień przed balem opowiadała o nim i nie mogła się doczekać wielkiego dnia, kiedy to pokaże wszystkim koleżankom i kolegom swoje przebranie. Kiedy dziewczynka przyszła na bal zobaczyła istny rój mniej lub bardziej różowych księżniczek. Cała radość uszła z niej jak powietrze z balonika, bo nie dość, że nikt nie podziwiał jej stroju, to jeszcze koleżanki naśmiewały się, że nie jest księżniczką... Oczywiście jako pedagodzy od razu zareagowaliśmy i przekonaliśmy dziecko, że jej strój jest najpiękniejszy i przywróciliśmy radość ze spełnionego marzenia o byciu kowbojem, ale! Ważny jest fakt, że w ogóle do czegoś takiego doszło.

A dlaczego? Ponieważ pokazujemy naszym dzieciom wszystko co ładne, idealne, kolorowe, wymarzone. Zapominając przy tym o rzeczywistości, która nie zawsze idealna i kolorowa jest. Stąd mój zachwyt nad książką "Świat okiem Ancyklopka". Uważam, że w swojej niesłychanej prostocie porusza tak ważną kwestię jaką jest odmienność. Już od najmniejszego szkraba musimy uświadamiać dzieciom, że to co brzydkie też może być ciekawe i fajne. I że nie można zamykać się na kogoś tylko dlatego, że jest inny niż my.

   
Książeczka jest ukierunkowana na bodźce wzrokowe malucha, dlatego zobaczymy w niej tylko i wyłącznie kolory biały i czarny. Wykonana jest na twardych, tekturowych kartkach o zaokrąglonych rogach, co nadaje jej tzw. nieśmiertelność. Każdy rysunek opatrzony jest podpisem, co jest pewną innowacją w kwestii książeczek kontrastowych. Podpisy te są odręczne, nieco koślawe, co jest dużym plusem, ponieważ pokazuje dziecku, że nie od razu musi umieć pięknie pisać, ważne jest, aby próbowało.


Seria przygód o Ancyklopku składa się z trzech części. Pierwsza to właśnie "Świat okiem Ancyklopka", druga to "Wszystkie psoty Ancyklopka" przeznaczona dla dziecka około rocznego i trzecia "Ancyklopek na placu zabaw" dla dziecka dwuletniego. My oczywiście musimy mieć całą kolekcję! I kiedy tylko tak się stanie podzielimy się z Wami wrażeniami. Pierwszą część już kochamy, ulubiona strona Zośki to oczywiście ta z butelką, ponieważ jest małym obżarciuszkiem :)


10. "Kocha, lubi, szpieguje" Joanna Szarańska. Seria Kalina w malinach. Tom II.

Drugi tom przygód szalonej Kaliny Radeckiej nie zawiódł moich oczekiwań. Bardzo się cieszę, że autorka postanowiła napisać serię trzech książek, bo byłoby faktycznie żal gdyby zatrzymała się na jednym tomie.



Kalina Radecka, po burzliwych perypetiach opisanych w pierwszym tomie "I że Ci nie odpuszczę", zaczyna wieść spokojne i uporządkowane życie u boku Marka. Bardzo lubi pracę bibliotekarki, odkrywa w sobie pasję do tworzenia słodkich wypieków i nawet sytuacja z Jolką ułożyła się do tego stopnia, że Kalina została matką chrzestną córki przyjaciółki. Istna idylla.

Idylla, która zostaje przerwana nagłym zwolnieniem z pracy. Kobieta dowiaduje się, że z powodu zamknięcia biblioteki traci posadę. Pogrążona w rozpaczy pragnie znaleźć ukojenie w ramionach ukochanego detektywa. Ten jednak, jak się okazuje, ma pilne zlecenie i musi służbowo wyjechać na weekend. Kalina, aby pozbyć się złego samopoczucia, postanawia urządzić domowe spa, objadać się słodyczami, oglądać seriale i na krok nie wychodzić z domu. Zdążyliśmy jednak już na tyle poznać naszą bohaterkę, aby wiedzieć, że ciężko jej się nie wpakować w kłopoty. Tym razem jednak kłopoty same zapukały do jej drzwi. I pod tymi drzwiami zostawiły pakunek - małą Natalkę, córkę Jolki, wraz z niezbędnym niemowlakowi ekwipunkiem. Najlepsza przyjaciółka Kaliny postanowiła bowiem wyjechać na romantyczny weekend ze swoim nowym ukochanym, a maleńkie dziecko jak wiadomo mogłoby ten uroczy wyjazd nieco skomplikować. 

Kalina Radecka w obliczu nietypowej sytuacji nie załamuje rąk. Postanawia, że nikt ani nic nie może popsuć jej planów i czym prędzej pakuje Natalkę wraz z dobytkiem do samochodu i kieruje się wprost do Kamionek, gdzie Jolka wraz z ukochanym miała spędzać upojne chwile w dobrze znanym nam ośrodku spa, Kamienny Krąg. Na miejscu okazuje się jednak, że Jolka a i owszem, pojawiła się tam, jednak właścicielka z powodu bardzo dużego natłoku gości nie miała już wolnego pokoju dla zakochanej pary. 

Tak oto po raz kolejny stajemy się świadkami serii niefortunnych zdarzeń. Kalina za namową przyjaciół decyduje się zostać z Natalką w Kamionkach. Zupełnie przypadkowo, jak to zwykle w przypadku Kaliny bywa, zostaje oskarżona o zamordowanie wpływowego biznesmena, gościa Kamiennego Kręgu. Równie przypadkowo kobieta wchodzi w posiadanie uroczego psa o imieniu Młynek. Ale już nieprzypadkowo Kalina Radecka postanawia, we współpracy z miejscowym policjantem Karolem Broszko, którego poznaliśmy już w pierwszym tomie, poprowadzić śledztwo mające na celu wyjaśnienie tajemniczej śmierci i oczyszczenie swojego dobrego imienia. 

Jak napisałam we wstępie, książka mnie nie zawiodła. Zaczynając ją czytać poczułam lekki niepokój... Ale jak to jesteśmy w Krakowie, czemu już nie w Kamionkach? Nie spotkamy znów pani Elizy, Szparki, Nadziei, Starego Jana i jego konia Romeo? Ale jak to? Jakby czytając w moich myślach, autorka splotem wydarzeń przeniosła mnie w upragnione miejsce. Za to wielki plus.

Za co jeszcze ogromny plus? Za wątek dotyczący przygarnięcia przez Kalinę psa. Ponieważ jestem zakochana w psach, uważam, że każdy człowiek powinien mieć czworonożnego przyjaciela, a jeśli jeszcze pies ten zostaje przygarnięty z ulicy bądź ze schroniska - ogromny szacunek! Bardzo mnie cieszy, że autorka poruszyła ten trudny wątek, ludzie bowiem są niesamowicie bezmyślni jeśli chodzi o porzucanie zwierząt. Przecież to rozumne istoty, które tak jak i my, mają uczucia i tęsknią za swoimi właścicielkami. Kalino Radecka, dziękuję, że dałaś Młynkowi dom! :)

Co jeszcze bardzo mnie ubawiło? Czytając książkę cały czas miałam nieodparte wrażenie, że autorka tworząc postać Jolki wzorowała się na bohaterce serialu komediowego Niania, przyjaciółce Frani, właśnie Jolce. Kto serial oglądał, ten zapewne się ze mną zgodzi. Hmm, chyba muszę napisać wiadomość do pani Joanny w tej sprawie :)

Ale żeby nie było tak różowo, mam jedno małe ale do książki. Rozwiązanie sprawy śmierci biznesmena Maliny pozostawiło u mnie lekki niedosyt. Ja bym tam coś dołożyła, żeby było jeszcze ciekawiej. Jednak rozumiem, że autorka nie chciała się pastwić nad bohaterem. 

Nie wpływa to zatem na moją ostateczną ocenę książki. Uważam, że jest bardzo fajna, czyta się ją lekko i przyjemnie, nie jest rasowym kryminałem, więc nie można domagać się, że będzie trzymała w napięciu i będziemy obgryzać przy niej paznokci, ale jest dobra. Zabawna, przewrotna i ciepła opowieść. Lubię to! Z radością sięgam po trzeci tom, już niebawem jego recenzja. 

9. "Babcie od A do Z" i "Dziadkowie od A do Z" Raquel Diaz Reguera

Kochani, właśnie otworzyłam paczkę z tą wspaniałą przesyłką i od razu biegnę do Was podzielić się wrażeniami. "Babcie od A do Z" i "Dziadkowie od A do Z" to bowiem absolutny hit jako prezent z okazji zbliżającego się Dnia Babci i Dnia Dziadka. Zapraszam do podziwiania tych cudów!


W książce "Babcie od A do Z" znajdziemy opis 29 typów babć, co następuje: Babcia Alfa i Omega, Babcia Bajarka, Babcia Czarownica, Babcia Korespondencyjna, Babcia Krawcowa, Babcia Królowa, Babcia Kuchareczka, Babcia Kwoka, Babcia Markotna, Babcia Marzycielka, Babcia Melomanka, Babcia Nowoczesna, Babcia Ogrodniczka, Babcia Palce Lizać, Babcia Pedantka, Babcia Pielęgniarka, Babcia Podróżniczka, Babcia Powierniczka Tajemnic, Babcia Przesądna, Babcia Przyjaciółka Ptaków, Babcia Róża, Babcia Sknera, Babcia Szczodra, Babcia w Czerni, Babcia z Głową w Chmurach, Babcia Załatwi Wszystko, Babcia Zapominalska, Babcia Zbieraczka oraz Babcia Złota Rączka.

Uhhh. Trochę tego się nazbierało. Chyba każdemu uda się przyporządkować swoje Babcie do którejś z tych kategorii. Moja osobista Babcia to chyba połączenie Babci Ogrodniczki z Babcią Powierniczką Tajemnic :)







W książce "Dziadkowie od A do Z" znajdziemy więcej, bo aż 30 typów Dziadków. I tak pojawiają się: Dziadek Abrakadabra, Dziadek Bajarz, Dziadek Będę się już Zbierać, Dziadek Czyścioch, Dziadek Dasz Radę, Dziadek Domator, Dziadek Druga Miłość, Dziadek Fit, Dziadek Gawędziarz, Dziadek Kolekcjoner, Dziadek Melancholijny, Dziadek Mistrz Podstaw, Dziadek Nianiek, Dziadek Nie Mów Babci, Dziadek o Duszy Artysty, Dziadek Ochroniarz, Dziadek od Planszówek, Dziadek Piotruś Pan, Dziadek Podróżnik, Dziadek Pogromca Potworów, Dziadek Romantyk, Dziadek Spacerowicz, Dziadek Superbohater, Dziadek Szef Kuchni, Dziadek Tęgi Umysł, Dziadek Usypiacz, Dziadek Wychowawca, Dziadek Zgryźliwy, Dziadek Złota Rączka oraz Dziadek Zmarzluch.

Trzeba przyznać, że jest z czego wybierać. Ja co prawda Dziadka już nie mam, ale Dziadek Nie Mów Babci rozkłada mnie na łopatki :)







Na ten moment, po szybkim przejrzeniu książek, mogę powiedzieć, że z pewnością świetnie się przy nich ubawicie. Jestem zachwycona zarówno szatą graficzną jak i wybiórczo przeczytaną treścią. 

Więcej napiszę Wam kiedy tylko lepiej poznam obydwie pozycje. A póki co zostawiam Was ze zdjęciami i mam nadzieję, że wielu osobom zrzucę kamień z serca jeśli o prezenty dla dziadków chodzi. Dlatego spieszyłam się z postem, abyście zdążyli kupić bądź zamówić przez Internet - moja paczka przyszła w dwa dni, więc jeśli się pospieszycie to dacie radę przed weekendem. Powodzenia! :)

8. "I że Ci nie odpuszczę" Joanna Szarańska. Seria "Kalina w malinach". Tom I

Słowem wstępu wyjaśnię, dlaczego postanowiłam przeczytać akurat tę serię.
Otóż czytając przesympatyczną powieść Joanny Szarańskiej "Cztery płatki śniegu" poznałam Kalinę, szaloną panią detektyw. I kiedy dowiedziałam się, że bohaterce tej poświęcona jest cała seria książek, nie wahałam się ani chwili. Wiedziałam, że muszę je przeczytać. 
Tak oto jestem już po pierwszym tomie i pragnę podzielić się z Wami moimi wrażeniami.



Kalina Radecka wraz z przyjaciółkami świętuje zbliżający się wielkimi krokami koniec swojej panieńskiej wolności, już jutro ma bowiem stanąć na ślubnym kobiercu. Dla ukojenia nerwów przyszłej panny młodej kobiety delektują się winem, żartują i tworzą fikcyjne scenariusze rozwoju nadchodzącej uroczystości. Następnego dnia przekonujemy się, że żarty przestają być śmieszne kiedy stają się rzeczywistością. Okazuje się bowiem, że przyszły mąż - Patryk, zostanie niebawem tatą, a szczęśliwą mamusią jest jedna z najlepszych przyjaciółek Kaliny - Jolka.

Tak oto nasza bohaterka zmuszona jest uciec sprzed ołtarza. Upokorzona przed rodziną i znajomymi, oszukana przez dwie najbliższe osoby kobieta popada w rozpacz i zaszywa się w swoim świecie. 

Z marazmu wyrywa ją... awizo pocztowe. Kalina przekonana, że otrzymała właśnie spóźniony prezent ślubny, udaje się na pocztę. Kiedy okazuje się, że jest to tylko list, rzuca go w kąt i szybko o nim zapomina. Jednak kiedy w końcu decyduje się go otworzyć, okazuje się, że faktycznie - jest to prezent ślubny! Ciotka Patryka, która nie wiedziała, że do ceremonii ostatecznie nie doszło, postanowiła zafundować młodemu małżeństwu wypoczynek w SPA. 

Kalina za namową przyjaciółek postanawia skorzystać z oferty. Przecież należy jej się coś, co postawi ją na nogi po ciężkich przeżyciach. A ponieważ wszystko to przecież wina Patryka, dlatego też voucher porzucona kobieta postanawia potraktować jako jego zadośćuczynienie. 

I w ten właśnie sposób rozpoczyna się komedia omyłek - SPA w Kamionkach okazuje się podupadłym dworkiem, który dopiero ma się przekształcić w ośrodek wypoczynkowy, zaś nasza bohaterka zostaje omyłkowo wzięta za kogoś, kim nie jest. Do SPA zaczyna zjeżdżać coraz to więcej wczasowiczów, którzy nabyli vouchery przez Internet. Załamana właścicielka nie wie co zrobić w zaistniałej sytuacji, gdyż wszystko to wina jej nieodpowiedzialnej siostry. Kalina Radecka, chcąc pomóc kobiecie, którą bardzo polubiła, zostaje jej asystentką i sprawnie organizuje czas gościom przybyłym do Kamiennego Kręgu. 

W tle tej przezabawnej historii pojawia się także wątek kryminalny! Dzielna Kalina zostaje więc również samozwańczym detektywem i robi wszystko co w jej mocy, aby w dworku nie doszło do przestępstwa. 

Cała historia kończy się w bardzo nieoczekiwany sposób. Byłam mocno zaskoczona tym, jak pomysłowo autorka skrzyżowała losy wszystkich bohaterów książki. 

Powieść jest warta przeczytania ze względu na niezwykłą atmosferę miasteczka o nazwie Kamionki oraz jego ekscytujących mieszkańców. Radosna Szparka, nietuzinkowa kucharka Nadzieja, Stary Jan świadczący usługi przewozowe... wozem drabiniastym oraz wąsaty policjant Karol nadają tej opowieści wyjątkowy klimat. Ich specyficzny sposób wypowiadania się momentami rozkłada czytelnika na obydwie łopatki.  

Już czytając "Cztery płatki śniegu" przekonałam się, że Joanna Szarańska dysponuje dużą dawką dobrego humoru, a czytając "I że Ci nie odpuszczę" utwierdziłam się w tym przekonaniu. 

Zaczynam zatem lekturę drugiego tomu przygód szalonej Kaliny, czekajcie na kolejną recenzję i w międzyczasie zabierajcie się za czytanie! :)

7. "Raz, dwa, trzy..." Joanna Bartosik

Z ogromną przyjemnością pragnę przedstawić serię książeczek "Raz, dwa, trzy..." autorstwa Joanny Bartosik. Są to trzy niebanalne pozycje, które w swojej biblioteczce powinien mieć każdy maluch!


"Raz, dwa, trzy patrzymy" to pierwsza z serii książeczek, przeznaczona dla malucha w wieku 3m+. To absolutny hit wśród książeczek kontrastowych! Utrzymana w kolorystyce czarno-biało-żółto-czerwonej, a więc przyjaznej dziecku od trzeciego miesiąca życia. O kolorach odpowiednich dla malucha na poszczególnych etapach życia pisałam w poprzednim poście, dlatego też teraz nie będę się mocno nad tym tematem rozwodzić. 


Co tak bardzo zachwyciło mnie w tej książeczce? Ilustracje!

Zupełnie inne od klasycznych ilustracji serwowanych przez wydawców książeczek kontrastowych. Na dwudziestu barwnych stronach tej pozycji spotykamy bardzo ciekawe zestawienia obrazków. Słońce i księżyc, banany i małpka, chmurka i piorun, pies i kość czy kot i mysz to tylko kilka z tych wyjątkowych duetów. Widzimy więc, że ilustracje nie są wrzucone do książeczki w przypadkowej kolejności, ale tworzą pole do tworzenia fantastycznych opowieści i rozwijania wyobraźni dziecka.


I co najważniejsze... Każdy z bohaterów książeczki uśmiecha się do nas! Czy to wspomniana już wcześniej psia kość, czy liść czy też gruszka i rak. O tym, że dziecko bardzo lubi przyglądać się twarzom także pisałam już w poprzednim poście, a ta książeczka w pełni sprawdza się w roli nauczyciela uśmiechu. Patrząc przecież na tak wesołe miny nie sposób się nie uśmiechnąć :)


Uwielbiam tą książeczkę! Jest dla mnie idealna pod każdym względem. To typ książeczki, która rośnie razem z dzieckiem. Początkowo bowiem dziecko tylko patrzy, ale później może tworzyć własne opowieści do przedstawionych obrazków. Wykonana z grubej, porządnej tektury, powinna przeżyć poznawanie jej wszystkimi zmysłami dziecka, od wzroku zaczynając, na smakowaniu kończąc. Dla mnie absolutny hit!



"Raz, dwa, trzy słyszymy" to druga z serii książeczek. Wydawca informuje nas, że przeznaczona jest ona dla dzieci 12m+, ale moim skromnym zdaniem jest idealna już na 6m+. Dlaczego? Ponieważ roi się w niej od wyrazów dźwiękonaśladowczych opatrzonych genialnymi, po raz kolejny, ilustracjami. Ogromny ukłon w stronę autorki za tak wspaniałe grafiki.


I tak zobaczyć tutaj możemy pieska, który jeździ na rowerze i szczeka. Piesek jest biały, rower czarny, a tło czerwone. Poznajemy także czarną, kraczącą wronę na żółtym tle. Czarny kominiarz wyskakuje z komina umieszczonego na czerwonym dachu krzycząc radośnie a kuku! Słowem - ideał kolorów. Ale ponieważ to książeczka dla starszych dzieci pojawia się także dużo koloru niebieskiego (deszczyk robiący kap kap kap), zielonego (dzięciołki w lesie robiące stuk puk) a także pomarańczowego, różowego i szarego. 


I choć nie możemy wymagać, aby nasze dziecko już w wieku 6 miesięcy powtarzało za nami zamieszczone w książeczce wyrazy dźwiękonaśladowcze, gdyż na to faktycznie czas dopiero po pierwszym roku życia, jednak niezwykle ważne jest, aby już tak wcześnie maleństwo zaczęło ich słuchać z naszych ust. Wpływa to bowiem korzystnie na rozwój jego mowy, zachęca do spontanicznego gaworzenia i co dla mnie najważniejsze, wywołuje uśmiech na twarzy brzdąca!




"Raz, dwa, trzy mówimy" to ostatnia z tej serii książeczka, której niestety jeszcze nie posiadamy. Z przykrością musiałam ją wyrzucić z koszyka podczas zakupów, bo kiedy zobaczyłam kwotę jaka już utworzyła się do zapłaty, stwierdziłam, że mogę zostać wyrzucona z domu przez męża :)

Niemniej książeczka ta jest równie genialna co dwie poprzednie, może nawet jeszcze od nich lepsza, ponieważ wspomaga rozwój mowy dziecka, ucząc przy tym podstawowych zwrotów grzecznościowych takich jak poproszę, dzień dobry czy do widzenia. Pojawiają się w niej także krótkie, rymowane wierszyki. 

I te ilustracje! Coś czuję, że zbyt długo nie wytrzymam i przy następnych zakupach znów wrzucę tę pozycję do koszyka. I szybciutko się nią z Wami podzielę. A póki co, zostawiam Was z dwoma fantastycznymi książeczkami i życzę szybkiego ich zakupu! :)

6. Książeczki dla dzieci od 0 do 6 miesięcy

Oto mix książeczek dla dzieci od 0 do 6 miesięcy, które Zosia bardzo polubiła.


Na początek "Seria Dobra Książeczka". Wydawnictwo Tekturka oferuje aż 7 książeczek z tej serii, podzielonych na kategorie wiekowe (0-3 msc, 3-6 msc, 6-12 msc, 1-1,5 roku, 1,5-2 lat, 2-2,5 roku oraz 2,5-3 lat). My posiadamy dwie pierwsze książeczki i jesteśmy nimi zachwycone!




Książeczka od 0 do 3 miesięcy niesamowicie mnie zaskoczyła. Znałam oczywiście teorię - książeczka dla maleństwa musi być dostosowana do jego bardzo słabiutkiego jeszcze wzroku. Nie może zatem zawierać ilustracji małych i zbyt szczegółowych, to też nie czas i pora na zapoznawanie bobasa z przedmiotami czy zwierzętami. I kolory... Z mojej skromnej wiedzy wynikało, że idealne kolory to kontrastowe biel i czerń, a także czerwony. Jednak kiedy w moje ręce trafiła "Seria Dobra Książeczka" dowiedziałam się, że do wymienionych kolorów należy dołączyć jeszcze zielony! Czerwony i zielony bowiem wzbudzają w dziecku najwięcej emocji. Co jeszcze dla mnie okazało się zaskoczeniem? Maluszek lubi patrzeć na ludzkie twarze, o tym oczywiście wiemy, bo bobas uważnie lustruje twarz każdej znajomej bądź nieznajomej osoby, ale ciekawe dla mnie okazało się to, że jego największą uwagę przyciągają oczy. Cóż, wydawnictwo Tekturka chwali się na swojej stronie internetowej, że ich wytwór jest owocem analizy najnowszych badań z zakresu psychologii rozwojowej. Ja zatem ufam psychologom i polecam tą książeczkę, Zosia bardzo lubi rysunek oka, więc chyba coś w tym wszystkim jest :)





Książeczka od 3 do 6 miesięcy nadal prezentuje wyraźne kontury i kontrasty, gdyż wzrok dziecka ciągle jeszcze jest słaby. Wydawca na okładce podaje nam informację, że dopiero po 12 miesiącach życia dziecko osiąga poziom ostrości wzroku dorosłego. Dlatego też ważne jest aby w tym okresie odpowiednio stymulować wzrok maleństwa, gdyż właściwe doświadczenia w tym zakresie wpływają na rozwój kory mózgowej, która to odpowiedzialna jest za poprawę ostrości widzenia. Ufff... Brzmi bardzo poważnie, ale myślę, że warto wiedzieć takie rzeczy. W tej książeczce pojawiają się nowe kolory, do poznanych już wcześniej dołączają żółty i niebieski. 

"Seria Dobra Książeczka" to kopalnia wiedzy dla rodziców, chwała wydawnictwu Tekturka za dokształcenie, wiedzy nigdy nie za wiele! My oczywiście wraz z upływem czasu będziemy sięgać po kolejne książeczki tej serii.

Pozostając w zachwytach dla tegoż wydawnictwa przedstawiam jeszcze dwie bardzo ciekawe i warte zakupu pozycje. 




Jak już wspomniałam, wydawnictwo Tekturka, podpierając się badaniami psychologów rozwojowych, zachęca nas do pokazywania dzieciom twarzy. Z tą myślą zostały stworzone dwie książeczki. Pierwsza z nich "Twarze - emocje" zawiera zdjęcia przedstawiające poszczególne emocje opatrzone podpisami.




Druga książeczka - "Twarze - dzieci" zawiera zdjęcia dzieciaków, także przedstawiające różne emocje, jednak w tym przypadku nie zastosowano podpisów. Zośka bardzo lubi oglądać obydwie książeczki. Może niedługo zacznie się uśmiechać do tych uśmiechających się do niej postaci, hmm. Pożyjemy, zobaczymy.

A teraz czas na nieśmiertelne Czu Czu! Te książeczki dosłownie same pchają się do naszych domów przez swoją wszechobecność w Biedronkach, Tescach, Lidlach i innych tego typu sklepach. Chyba, że tylko ja tak mam, i tylko mnie atakują na każdym kroku? Jednak mimo ich wielkiej nachalności są pozycją bardzo sympatyczną i wartą posiadania.






Książeczka 0+ to pierwsza książeczka Zośki, dlatego czuję do niej wielki sentyment. Zaś książeczka 3+ rozkłada mnie na łopatki przesłodkimi ilustracjami. Jednak wybierając spośród posiadanych przez nas zasobów firmy Czu Czu na pierwsze miejsce zdecydowanie wysuwają się karty kontrastowe 3+. Wydaje mi się, że Zośka lepiej ogarnia pojedyncze strony niż składaną książeczkę. Tam nie bardzo wie na co patrzeć, a tutaj ma jeden konkretny obrazek, na którym skupia swoją uwagę. A obrazki te są bardzo sympatyczne, ten sam wzór powtarza się z dwóch stron karty, przy czym jedna strona jest czarno-biała, a druga biało-czarna. Ponieważ nasze karty to kategoria 3+ możemy tu prócz białego, czarnego i czerwonego zobaczyć także kolor żółty i niebieski. Co ciekawe, w żadnej z tych książeczek nie pojawia się zalecany przez wydawnictwo Tekturka kolor zielony. Chyba zatem możemy im uwierzyć na słowo, że swoje książeczki opierają na najnowszych badaniach :)

I na koniec - złapana w szaleńczym rajdzie przez Tesco, z koszyka z promocjami, za całe 2,99 zł - książeczka "Czarne czy białe. Zwierzęta".



Napis na niej głosi, że skierowana jest dla brzdący powyżej 6 miesiąca. Spowodowane jest to zapewne faktem, że możemy w niej zobaczyć detale w pastelowych kolorach, których malutkie dziecko nie dostrzega. Jednak wrzucam ją tutaj na koniec, żeby o niej pamiętać, bo zawiera bardzo ładne ilustracje i na pewno z chęcią sięgnę po trzy inne książeczki z tej serii (osoby, rzeczy, podróże). 

A na koniec taki mały cukiereczek - dwumiesięczna Zośka czytająca swoją pierwszą książkę.


225. "Podróż Cilki" Heather Morris

Pozostając w klimacie literatury obozowej przeniosłam się z Auschwitz-Birkenau do odległego, koszmarnie zimnego Workutłagu na Syberii, niec...